Watykan

Stempin: Walka z „trądem” w Watykanie

Rezultat zmagań Franciszka w walce z pedofilią w Kościele będzie zależał od konfrontacji „siłowej” nowego episkopatu z dotychczasową kliką watykańską.

Tomasz Stawiszyński: Watykan odmówił ekstradycji abp Józefa Wesołowskiego. Jako obywatel państwa Watykan i dyplomata będzie sądzony przez watykański sąd. Co mu – realnie – grozi?

 

Arkadiusz Stempin: Po pierwsze proces kościelny, w którym najwyższa kara to wykluczenie ze stanu duchownego. Według obecnych reguł to postępowanie kanoniczne jest tajne. Po drugie proces cywilny, który zgodnie z porozumieniem między Stolicą Apostolską a państwem włoskim odbywałby się przed włoskim sędzią. Byłby to casus bezprecedensowy, biorąc pod uwagę wysoką pozycję urzędniczą (nuncjusza) i godność kościelną (arcybiskupa) oskarżonego, choć analogiczny do procesu, jaki wytoczono Paolo Gabriele, kamerdynerowi papieża Benedykta XVI. Gabriele został skazany za kradzież tajnych dokumentów z papieskiego biurka na półtora roku więzienia. Zgodnie z owym porozumieniem Watykan oddelegował proces przed włoski wymiar sprawiedliwości. Benedykt XVI ułaskawił potem swojego byłego kamerdynera, ojca trójki dzieci, i pomógł mu w znalezieniu pracy, choć już poza terenem Watykanu. W przypadku abp. Wesołowskiego na akt łaski ze strony papieża Franciszka liczyć nie można. I to nie tylko dlatego, że abp Wesołowski nie ma na utrzymaniu trójki dzieci.

 

Od kilku miesięcy w więzieniu siedzi już prałat Jego Świętobliwości Nuncio Scarano. Zamienił on biurko głównego księgowego watykańskiego ministerstwa finansów na jednoosobową celę w rzymskim więzieniu „Królowej Nieba” (Regina Coeli). Wielebnego przyłapano latem na wwożeniu gotówki w wysokości 20 mln euro ze Szwajcarii do Rzymu.

 

Okoliczność, że Watykan jest państwem, pozwala Kościołowi załatwiać w swoim wewnętrznym kręgu wiele tego typu spraw.

 

Wygląda na to, że pozwalała. Trzeba używać już czasu przeszłego. Grube mury za Spiżową Bramą od wczesnego średniowiecza szczelnie chroniły centralę Kościoła przed oczami i uszami osób z zewnątrz. Teraz „globalna wioska” dotarła i do Watykanu. A wraz z nią dziennikarze śledczy.

 

Ponadto Watykan jako podmiot prawa międzynarodowego i członek międzynarodowych organizacji jest zmuszony do poddania się kontroli zewnętrznej. Starając się na przykład o miejsce na „białej liście” dla Banku Watykańskiego (IOR) Stolica Apostolska musiała szeroko otworzyć drzwi do późnośredniowiecznego, monumentalnego bastionu papieża Mikołaja V, siedziby IOR, by wykazać się przed Radą Europy zawieszeniem praktyki prania brudnych pieniędzy. Dlatego papież Franciszek sprowadził dwudziestu młodych detektywów finansowych z amerykańskiej firmy konsultingowej „Promontory”, która specjalizuje się w zwalczaniu prania brudnych pieniędzy. Przeczesują oni konto po koncie prawie dziewiętnastu tysięcy klientów banku. Sprawdzają, czy zgodnie ze statutem konta należą do duchownych, zakonów i urzędników państwa watykańskiego, czy też są fikcyjne i ukrywają się pod nimi pieniądze mafii włoskiej i południowoamerykańskiej. Nowy dyrektor banku Ernst von Fryberg od pierwszych dni urzędowania w lutym 2013 poprzez monachijską firmę PR-ową sam zaprasza dziennikarzy do siebie. Od kilku miesięcy bank pierwszy raz w dziejach posiada też stronę internetową ze sporą ilością danych o stanie swoich finansów.

 

Zaskakująca transparentność.

 

Warto tu przypomnieć, jaką czkawką odbiła się Watykanowi praktyka „szczelnych drzwi” i braku przejrzystości poczynań w przypadku śmierci Jana Pawła I. W istocie szereg machinacji, mających zatuszować okoliczności naturalnej śmierci papieża Lucianiego po 33 dniach pontyfikatu, dał asumpt do powstania wersji o otruciu go wywarem z naparstnicy. A te machinacje zaczęły się od zatuszowania faktu, że zwłoki papieża jako pierwsza odkryła kobieta, wprawdzie zakonnica, która każdego rana przynosiła mu kawę do łóżka, ale Watykan wzdragał się przed podaniem tej informacji. Tymczasem jeden z osobistych sekretarzy papieża, gdy ten zmarł przed północą, w ogóle nie przebywał w pałacu watykańskim. I nikt nie wie, co robił i gdzie był. Ba, papież po 33 dniach przeprowadzki z Wenecji do Rzymu nie miał osobistego lekarza.

 

Watykan uczy się na takich błędach? Można się spodziewać, że Wesołowski zostanie przykładnie ukarany – w ramach PR-owej polityki papieża Franciszka, który bardzo wyraźnie przeciwstawia się pedofilii?

 

Tak. Za tym przemawia natychmiastowy fakt odwołania nuncjusza ze stanowiska w letnim szczycie urlopowym, kiedy w Rzymie panuje absolutna wakacyjna sjesta. No i kolejne kroki papieża: wydanie nowych, rygorystycznych instrukcji w sprawie postępowania z duchownymi oskarżonymi o pedofilię, powołanie 6 grudnia komisji antypedofilskiej. Na potrzeby kształcenia kleryków w seminariach papieski Uniwersytet Gregoriana do spółki z Centrum Ochrony Dziecka w Monachium opracował program e-learningowy. I – last but not least – niedawna spowiedź wysokich urzędników watykańskich przed komisją ONZ w Genewie. Stały przedstawiciel Watykanu przy ONZ abp Silvano Tomasi i były szef wydziału ds. pedofilii w Kongregacji Nauki Wiary, najważniejszego ministerstwa w Kurii Rzymskiej, bp Charles Scicluna z Malty, w ogóle po raz pierwszy w dziejach poddali się kontroli jako sygnatariusze konwencji o ochronie nieletnich, by zdać relację, jakie środki w zakresie zwalczania pedofilii w swoich szeregach podjął Watykan.

 

Konwencję o prawach dziecka ONZ przyjął w 1989 roku, rok później podpisał ją Watykan. Ale do tej pory odmawiał składania sprawozdań z wdrażania jej postanowień. W Genewie dostojnicy watykańscy musieli wysłuchać litanii zarzutów. Członkini komisji praw dziecka Hiranthi Wijemanne ze Sri Lanki zarzuciła Watykanowi, że do tej pory nie przedstawił dokładnych danych odnośnie do ilości popełnionych przestępstw pedofilii w Kościele.

Jak wiadomo dzięki wypowiedzi z 2012 roku emerytowanego amerykańskiego kardynała z Kurii Rzymskiej Williama Josepha Levady w ostatnich dziesięciu latach zarejestrowano w Kurii ponad 4 tysiące przypadków molestowania seksualnego dzieci przez katolickich duchownych.

 

Jan Paweł II ma bardzo niechlubną kartę związaną z ignorowaniem przypadków pedofilii wśród kleru – najgłośniejszy przypadek to sprawa ks. Degollado. Przypomnijmy tę sprawę.

 

W 1941 roku meksykański ksiądz Maciel Degollado założył ultrakonserwatywny zakon Legionistów Chrystusa. Ochotnicy spod znaku Legionistów Chrystusa zakładali szkoły i uniwersytety. Gdy Degollado zmarł, pozostawił po sobie całkiem niemałe imperium, z 700 duchownymi i 1300 klerykami. Według włoskiego dziennika „L’Espresso” – z majątkiem 250 mln dolarów. A „Wall Street Journal” roczny budżet zakonu szacował na 650 mln dolarów. Do darczyńców ojca-założyciela należał m.in. Placido Domingo i meksykański krezus Carlos Slim, według „Forbesa” najbogatszy człowiek świata. W spuściźnie ojciec-założyciel pozostawił jednak i skandal. Najpierw zgłosiła się z Hiszpanii matka spłodzonej z Degollado córki. Potem dwie kobiety meksykańskie z trzema dalszymi dziećmi. A według hiszpańskiej gazety „El Mundo” w grę wchodziło jeszcze potomstwo mieszkające w Szwajcarii. Krytyczny wobec Kościoła amerykański „National Catholic Reporter” wyliczył, że ojciec-założyciel na przestrzeni lat 1940-1960 dokonał 20 gwałtów na chłopcach i dziewczynach. Liczba ofiar ostatecznie wzrosła do 70. Tyle się przynajmniej zgłosiło.

 

Jak dużo wiedział Jan Paweł II, który, podobnie jak jego sekretarz stanu kardynał Angelo Sodano, wielki dobrodziej zakonu i nr 2 w Watykanie, roztoczył nad Meksykaninem parasol ochronny?

 

Podczas procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, w piśmie z 17 listopada 2007, prefekt Kongregacji ds. kanonizacji kardynał Levada oświadczył, że polski papież nie był osobiście informowany o procesie przeciwko Degollado, otrzymał jednak od niego (kardynała Levady) listy z oskarżeniami przeciwko liderowi Legionistów. Mimo to Jan Paweł II powierzył Degollado podczas wielkiej ceremonii liturgicznej kierownictwo papieskiego instytutu w Jerozolimie Notre Dame Centre. Wielokrotnie zabierał go na pokład swojego samolotu, gdy się udawał na zagraniczne pielgrzymki. Jeszcze na krótko przed śmiercią, w 2004 roku, podjął meksykańskiego ojca z okazji jego 60-lecia kapłaństwa, dziękując za „wypełnianie dzięki darom Ducha Świętego służby kapłańskiej”. Niejasna jest rola kardynała Ratzingera, ówczesnego szefa Kongregacji Wiary. Zdaniem niemieckiego tygodnika „Stern” Ratzinger miał siedzieć cicho.

 

Inna wersja utrzymuje że Degollado, gdy papieżem został Ratzinger, popadł w niełaskę, został wysłany na przymusową emigrację o chlebie i wodzie. Faktycznie w 1997 roku Ratzinger kierował komisją śledczą, badającą zarzuty wobec Degollado. Otrzymał on wezwanie do Watykanu, ale się nie stawił, ze względu na stan zdrowia. Postępowanie zamknięto. Jak wiadomo kardynał Ratzinger był oponentem Angelo Sodano. I wbrew jego woli wydobył na światło dzienne ukrywany przez sekretarza stanu Jana Pawła II fakt molestowania kleryków przez kardynała Wiednia Hansa Hermanna Groera.

 

Polski papież, już na fali skandali pedofilskich w USA, obdarzył jednego z chroniących pedofilskich duchownych, który musiał ustąpić ze stanowiska arcybiskupa Bostonu, kardynała Bernarda Francisa Low, wielkim zaszczytem, wynosząc go do godności archiprezbitera bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie. Jednak w obliczu rozmiarów skandalu pedofilskiego w USA wezwał trzynastu kardynałów USA do Rzymu, złajał ich, ogłaszając owe słynne słowa „zero tolerancji” dla molestowania nieletnich przez księży. W listopadzie 2001 roku przeprosił zgwałcone przez księży zakonnice z 23 krajów. Część z nich zaszła w ciąże i dokonała aborcji. W kwietniu 2003 papież zorganizował w Rzymie sympozjum Pedofilia a Kościół, której rezultaty zostały opublikowane jako Sexual Abuse in the Catholic Church: Scientific and Legal Perspectives.

Jednak nawet jeśli Wojtyła piętnował pedofilię w Kościele, wszystko i tak pozostawało „w rodzinie”, przestępstwo miało być wyłącznie wewnętrzną sprawą instytucji.

Generalnie papież działał w obrębie tzw. Crimen sollicitationis, reguły z 1922 roku, zaktualizowanej podczas soboru Watykańskiego II (1962). W jej ramach duchowny popełniający przestępstwo seksualne – specyfikacja wymieniała seks heteroseksualny, homoseksualny, z dziećmi i ze zwierzętami – musiał je wyznać w ramach spowiedzi, ale tajność spowiedzi implikowała zachowanie tajemnicy przestępstwa przez sprawcę, władze kościelne i ofiarę. Ta ostatnia bowiem była zobligowania w ciągu czterech tygodni do poinformowania o przestępstwie swojego biskupa diecezjalnego. To przesądzało o nieujawnianiu sprawy świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości, policji, prokuraturze. Proces toczył się przed sądem diecezjalnym. W wyjątkowych przypadkach informowano Rzym, Kongregację Wiary. Niedotrzymanie obowiązku tajemnicy groziło ekskomuniką.  W 2001 roku papież na mocy apostolskiego pisma Motu proprio, czyli wydanego bez kontrasygnaty Kurii Rzymskiej, zatytułowanego Sacramentorum sanctitatis tutela, uzupełnił dotychczasową regulację prawną o obowiązek zgłaszania przestępstw pedofilii Kongregacji Wiary oraz wszczęcia postępowania kanonicznego przez Trybunał Apostolski w Watykanie, a nie sądy w diecezjach. Okres przedawniania przestępstwa podwyższono do 10 lat, ale od chwili ukończenia 18 roku życia przez ofiarę pedofilii.

 

A czy działania Benedykta XVI – rzekomo bardziej zdecydowane – nie były podobnymi półśrodkami? Mimo wielu wyrazistych wypowiedzi on także nigdy nie wprowadził reguły, że przypadki molestowania seksualnego powinny być zgłaszane policji. Polityka „zero tolerancji” wobec pedofilii nadal miała rozgrywać się wyłącznie w obrębie samego Kościoła…

 

Nie do końca, w maju 2010 roku Benedykt XVI uściśli Sacramentorum poprzednika, polecając konferencjom episkopatów poszczególnych krajów opracowanie ram postępowania, które przewidywałby ograniczenie obowiązku zgłaszania przestępstw prokuraturze krajowej. Ale nie przewidywała kar kościelnych za zaniechanie współpracy ze świeckim wymiarem sprawiedliwości. De facto głównym rozgrywającym pozostawał nadal ordynariusz, który musiał poinformować Watykan, ale jednocześnie mógł nadal obejść cywilny wymiar sprawiedliwości. Dziś wiemy, że jeszcze bardziej zdecydowanie Benedykt chciał rozprawić się z patologią Banku Watykańskiego. Ale jego posunięcia zostały skontrowane przez Kurię Rzymska z jej sekretarzem stanu kardynałem Tarciso Bertone na czele.

 

Także w sprawie pedofilii papieżowi Benedyktowi wiał wiatr w oczy. Jego sensacyjna abdykacja była z jednej strony aktem kapitulacji wobec konserwatywnej Kurii Rzymskiej, z drugiej genialnym posunięciem, bo zgodnie z prawem jego następca mógł na nowo obsadzić stanowiska Kurii.

 

Czy Franciszek to zmieni, czy też zachowa status quo?

Franciszek ma ten sam problem, co Benedykt, silną kilkę watykańską, gotową storpedować wszystko, co nie służy jej interesom. Owszem, wymienia on obsadę Kurii, pozbył się np. kardynała Bertone, ale zachował na stanowisku szefa Kongregacji Wiary z okresu pontyfikatu Benedykta – ultrakonserwatywnego abp. Muellera, którego nawet teraz podniósł do rangi kardynała. Franciszek buduje natomiast równoległe struktury władzy, nieformalne, ale rzeczywiste. Opiera się przy tym na episkopacie światowym, na kardynałach spoza Rzymu. Owa „rada mędrców”, opracowująca reformę Kurii, składa się z siedmiu kardynałów, ale tylko jeden jest z Watykanu. Mózgiem rady jest kardynał Maradiaga z Hondurasu.

Wyprowadza realną decyzyjność z Watykanu…

 

Franciszek nie ma problemu z nazywaniem rzeczy po imieniu, skoro Kurię Rzymską przyrównał do „trądu”.

 

i od swoich poprzedników, dla których troska o nadrzędny wizerunek „świętego” Kościoła skłaniała do zamiatania sprawy pod dywan. Ostateczny rezultat zmagań Franciszka w zakresie walki z pedofilią w Kościele będzie zależał więc od konfrontacji „siłowej” między jego nowym episkopatem, a dotychczasową kliką watykańska, głównie włoskiej i południowowłoskiej proweniencji, złączoną ciemną siecią powiązań z politykami włoskimi i biznesmenami.

 

Arkadiusz Stempin (ur. 1964) – historyk i germanista, wykładowca Uniwersytetu we Freiburgu oraz Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera.

Dziennik Opinii KP

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.