Katastrofa smoleńska, 10.04.2017

 

 

Wojciech Czuchnowski

Katastrofa smoleńska i państwowe kłamstwo. Ludzie Macierewicza już wiedzą, jak poradzić sobie z brakiem dowodów na zamach

10 kwietnia 2017

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego

1 ZDJĘCIE

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego (fot. youtube/MON)

Poniedziałkowy pokaz „ustaleń” powołanej przez rząd PiS podkomisji smoleńskiej był triumfem partyjnej woli nad prawdą i zdrowym rozsądkiem.
Latami skrzyknięci przez Antoniego Macierewicza „eksperci” nie mogli znaleźć dowodów na wybuchy i na zamach jako przyczynę katastrofy smoleńskiej. Teraz znaleźli sposób, jak sobie z tym poradzić.

Ponieważ na wraku i w miejscu katastrofy nie było śladów eksplozji, wymyślili, że na pokładzie wybuchła „bomba termobaryczna”, bo nie zostawia ona śladów takich jak klasyczny ładunek.

Teoria podkomisji smoleńskiej

Do bomby dopasowali fakty, pomijając oczywiste dowody zapisane np. na czarnych skrzynkach. Z pełną powagą prezentowali opinii publicznej m.in. szaleńczą teorię o samolocie, który mimo utraty kilku metrów skrzydła wcale nie musiał się rozbić, i o „eksplozji, która zabiła pasażerów” jeszcze przed uderzeniem maszyny w ziemię.

Po tym szokującym seansie – który nomen omen odbył się w sali kinowej – dziennikarze nie mogli zadać ani jednego pytania. Wszystko to odbyło się w oficjalnej oprawie uroczystości państwowej w budynku szanowanej Wojskowej Akademii Technicznej.

Od 10 kwietnia 2017 r. kłamstwa szarlatanów od Macierewicza pójdą w świat jako prawda głoszona przez państwo polskie. To chyba najsmutniejszy wniosek z smoleńskich uroczystości.

wyborcza.pl

Ładunek termobaryczny. Co to jest? Czy mógł eksplodować na pokładzie tupolewa?

Piotr Cieśliński, 10 kwietnia 2017

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego

8 ZDJĘĆ

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego (fot. youtube/MON)

Ładunek termobaryczny eksplodował na pokładzie tupolewa. W wyniku tego wybuchu konstrukcja maszyny została rozerwana – to najnowsze ustalenia podkomisji smoleńskiej przedstawione z okazji siódmej rocznicy katastrofy w Smoleńsku.
Co to jest ładunek termobaryczny? Zwany jest także bombą paliwowo-powietrzną. Składa się z zapalnika oraz paliwa lub sproszkowanego materiału wybuchowego, które są rozpylane w powietrzu. Zapalnik powoduje zapłon i wybuch tak rozpylonego aerozolu czy pyłu.

Prostą wersję ładunku termobarycznego można zrobić domowym sposobem – rozpylając w powietrzu chmurę mąki i ją podpalając (ale lepiej tego w domu nie próbować). Zresztą w ten sposób zostały one wymyślone – kiedy ludzie podpatrzyli eksplozje węglowego miału w kopalniach, mąki w młynach czy pyłu w silosach zbożowych.

Ładunków termobarycznych używano w Wietnamie i Zatoce Perskiej

Ponieważ taka bomba zawiera samo paliwo bez utleniacza (utleniaczem jest po prostu tlen z powietrza), to eksploduje z większą mocą niż inne bomby konwencjonalne o tej samej wadze.

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego

8 ZDJĘĆ

Testy podkomisji smoleńskiej z udziałem ładunku termobarycznego fot. youtube/MON

Jej moc niszcząca tkwi w kuli ognia, która pali wszystko, co znajdzie się w jej zasięgu, ale przede wszystkim w długotrwałej fali uderzeniowej o dużym ciśnieniu. Stąd wzięła się też nazwa takiego ładunku – termobaryczny:  od greckich słów therme (temperatura) i baros (ciśnienie).

Zwykle używa się go do wywołania eksplozji w dużej objętości setek, a nawet tysięcy metrów sześciennych, która ma na celu burzenie dużych struktur, schronów i całych baz (wybuch trotylu o tej samej masie jest skondensowany w dużo mniejszej objętości, ma o wiele mniejszy zasięg). Takich bomb Amerykanie używali w Wietnamie do niszczenia kryjówek Vietcongu, a także podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, a Rosjanie w Czeczeni.

Ale są też wersje mniejsze – granaty, a nawet naboje, które eksplodują w powietrzu na tej samej zasadzie, co lotnicze bomby termobaryczne.

Ładunek termobaryczny – charakterystyczne ślady na ciałach ofiar

Jeśli taka bomba eksplodowała w tupolewie, który zniżał się do lądowania w Smoleńsku, to powinna pozostawić charakterystyczne ślady. Nie tylko na fragmentach samolotu, ale w ciałach ofiar. Ponieważ tuż po eksplozji, gdy spada temperatura kuli ognia, powstaje efekt „zasysania” powietrza z otoczenia. Tworzy się chwilowa „próżnia”, a ten, kto znajdzie się w jej zasięgu, dosłownie się dusi. Z tego powodu takie ładunki nazywa się też bombą próżniową.

Eksplozja w pomieszczeniu zamkniętym ma dramatyczny przebieg, bo fala uderzeniowa ulega wielokrotnemu odbiciu od ścian. Ofiary giną od szoku ciśnieniowego (mają uszkodzone błony bębenkowe i narządy wewnętrzne), doznają oparzeń wdychając płonącą chmurę, a gdy pojawia się próżnia, ich płuca są dosłownie rozrywane, jak po wyjściu ze stacji kosmicznej bez skafandra w otwartą przestrzeń.

Siódma rocznica katastrofy smoleńskiej [RELACJA NA ŻYWO]

„W minutę”: 10 kwietnia 2017 roku

 

wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.