Jaja 7, 22.03.2017

Saryusz-Wolski jak Judasz

Jacek Saryusz-Wolski był szarą polityczną eminencją, która dobrze wpisała się w przyszłe podręczniki historii, acz nie jako postać centralna. I tak powinien skończyć, następne pokolenia wskazywałyby go jako dumę rodu, którą znajduje się w przypisach do ważnych dat, zdarzeń, postaci. Czy to złe?

Wybitniejsi od Saryusz-Wolskiego „gorzej” kończyli. Ale Saryusz-Wolski gorzej skończy niż na to zasługuje, swoje zasługi grzebie pod swoją małością, co daje asumpt do podejrzenia, iż był przeceniany przez innych. To dość powszechne zjawisko i tacy ludzie, gdy nie znajdą się w głównym nurcie jako skrzywdzeni, pompują swoje ego.

Do tego Saryusz-Wolski nie jest esencjonalnym politykiem, raczej jego osoba wysługiwała się politykom swoją fachowością. O jego politycznym światopoglądzie trudno mówić, bo nie dał się głębiej poznać, a twórczość internetowa, którą uprawia głównie na Twitterze klasyfikuje go jako Ezopa, a o ile mi wiadomo takiej ideologii nie ma, a jeżeli byłaby to trudno byłoby ją spozycjonować – li to lewica, czy prawica?

I takiego „ni pies, ni wydra” upolowali i wykorzystali pisowcy. Jakie zawarł umowy towarzyskie-polityczne, trudno orzec, choć pisał o tym „Newsweek”, ale to wiedza z trzeciej, czwartej ręki, a więc wiarygodność, jak w głuchym telefonie: jeden drugiemu powiedział.

Saryusz-Wolski godząc się na zdradę – na Targowicę partyjną – musiał mieć świadomość, jakiego podejmuje się zadania. Mianowicie wykluczenia z partii, z której listy dostał się do Parlamentu Europejskiego, czyli z Platformy Obywatelskiej, wykluczał się z partii brukselskiej – rodziny partii chadeckich – i wykluczał się z profitów brukselskich.

Musiał to wiedzieć, a więc na coś liczył ze strony PiS, bo nie liczył, że jego nieznana szerzej osoba wygra z Donaldem Tuskiem, tym bardziej, że Traktat Europejski nie przewiduje bezpośredniej konfrontacji kandydata z przewodniczącym Rady Europejskiej ubiegającego się o reelekcję.

A więc Saryusz-Wolski dokonał samowykluczenia, zdrady Platformy Obywatelskiej, dokonał politycznego seppuku, po takiej śmierci zadanej własną ręką musiał na coś liczyć od tych, którym dał się wykorzsytać, dla których miał być taranem ich potrzeb politycznych.

Krótko pisząc: Saryusz-Wolskiemu coś obiecano? Co? A jeżeli zawierał pakt z takim podmiotem, jak partia Jarosława Kaczyńskiego to należało spisać jakiś dokument, bo słowo u „pana” prezesa jest bezwartościowe. Czy Saryusz-Wolski spisał swoją cenę, za którą wystąpi w beznadziejnej misji. Czym są jego „30 srebrników”?

Piszę to, gdyż Saryusz-Wolski niepogodzony z utratą apanaży w Parlamencie Europejskim, lamentuje, że został wyrzucony z komisji spraw zagranicznych i komisji ds. konstytucyjnych europarlamentu, które jak w każdym ciele przedstawicielskim podlegają przetargom partyjnym. Partia, z której został wyrzucony, zachowuje wakat do obsady i właśnie tego dokonała, w owym komisjach na miejsce byłego polityka Platformy wskoczyli Julia Pitera i Michał Boni.

Saryusz-Wolski dokonał seppuku na rzecz PiS, które winno mu wynagrodzić zdradę. Za 30 srerników Judasza kupiono ziemię pod Hakeldamę, cmentarz dla pielgrzymów.

Utratę apanaży winien Saryusz-Wolski rekompensować sobie w PiS, bądź odzyskaniem stanowisk, ale z puli rodziny politycznej PiS w Parlamencie Europejskim, albo w innej gratyfikacji, polityk zapowiada odwołanie do Trybunału Sprawiedliwości UE. Jest to jakieś znamię czasu, kiedyś Judasz Iskariota dokonał seppuku (no, obwiesił się), dzisiaj Judasz chce zatrzymać przywileje, zatrzymać 30 srebrników. Nie godzi się na Hakeldamę, co dzisiaj da się przetłumaczyć, jako śmietnik historii. Podejrzewam najgorsze dla Saryusz-Wolskiego, Kaczyński potraktował go pocałunkiem śmierci.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.