Kaczyński 2

 

Dlaczego Tusk postawił na Bieńkowską? Ufa jej, a Hübner jest zbyt niezależna i podpadła mu

Tomasz Bielecki, Renata Grochal, Mateusz Piotrowski, 04.09.2014
Wicepremier Elżbieta Bieńkowska i premier Donald Tusk ogłaszają strategię rządu na rok 2014, 10 stycznia 2014 r., kancelaria premiera. Nazwisko Bieńkowskiej jako kandydatki Polski na unijnego komisarza politycy zaczęli wymieniać dwa-trzy tygodnie temuWicepremier Elżbieta Bieńkowska i premier Donald Tusk ogłaszają strategię rządu na rok 2014, 10 stycznia 2014 r., kancelaria premiera. Nazwisko Bieńkowskiej jako kandydatki Polski na unijnego komisarza politycy zaczęli wymieniać dwa-trzy tygodnie temu (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
Obecna wicepremier będzie polskim komisarzem w UE. Nowy szef Komisji Jean-Claude Juncker szukał kobiet, by wypełnić parytet, a Donald Tusk chciał mieć w Brukseli zaufaną osobę.
Wczoraj wieczorem Elżbieta Bieńkowska rozmawiała z Junckerem. Ma objąć ważną tekę komisarza ds. rynku wewnętrznego. Jej kandydatura – według źródeł dyplomatycznych – została przedstawiona Junckerowi we wtorek.Wcześniej się mówiło, że polskim kandydatem na komisarza może być były premier Jan Krzysztof Bielecki, były komisarz ds. budżetu Janusz Lewandowski, szef MSZ Radosław Sikorski, były wicepremier Jacek Rostowski lub europosłanka Danuta Hübner.

Nazwisko Bieńkowskiej politycy zaczęli wymieniać dopiero dwa-trzy tygodnie temu. Według naszych rozmówców Tusk rozpoczął poszukiwania kobiety na komisarza w połowie lipca. Wtedy się okazało, że nowy szef Komisji twardo stawia kwestię parytetu płci. Chce, by w nowej Komisji było co najmniej dziewięć kobiet, jak w dotychczasowej, podczas gdy kraje członkowskie zgłosiły ich zaledwie siedem. Sugerował nawet, że może kobietom przydzielać lepsze teki, by zachęcić kraje członkowskie do ich zgłaszania.

Parytet rządzi

Wtedy Polska uznała, że wysuwając kandydaturę kobiety, może uzyskać lepszą tekę. Już w połowie lipca Tusk nieformalnie zgłosił kandydaturę byłej polskiej komisarz, obecnie europosłanki PO Danuty Hübner. Według naszych źródeł Hübner mogłaby zostać komisarzem, gdyby nie awans Tuska na szefa Rady Europejskiej.

W tej sytuacji woli on mieć w Brukseli bardziej zaufanego komisarza. Na wsparcie Bieńkowskiej może liczyć, a Hübner jest zbyt niezależna i nie wiadomo, jak układałaby się współpraca. Była komisarz podpadła Tuskowi, bo w kampanii do Parlamentu Europejskiego mówiła, że Polska powinna szybko przystąpić do strefy euro, co dla premiera i PO było niewygodnym tematem ze względu na możliwość ataków ze strony niechętnego przyjęciu wspólnej waluty PiS.

Jeszcze w poniedziałek – według naszych źródeł – w otoczeniu Junckera były wątpliwości, czy Bieńkowska nadaje się na rynek wewnętrzny. Nie jest ekonomistką, a do tej pory zajmowała się polityką regionalną. Poza tym Bieńkowska zawsze podkreślała, że jest nie politykiem, tylko technokratką, a Juncker ogłosił, że chce, by jego Komisja była silnym politycznym rządem UE.

Zdaniem naszych rozmówców pierwszą propozycją dla Bieńkowskiej prawdopodobnie była teka komisarza ds. polityki regionalnej. Ale w tym rozdaniu to nie będzie ważna teka, bo nowy budżet UE został już uchwalony. Polska strona targowała się, że jeśli nie dostaniemy którejś z ważnych tek gospodarczych, to nie damy Junckerowi kobiety na komisarza, a przez to Parlament Europejski może nie zatwierdzić nowej Komisji, jeśli będzie w niej za mało kobiet.

Wysunięcie Bieńkowskiej na komisarza jest zaskoczeniem w PO. – Do końca października mają być podpisane kontrakty wojewódzkie na wydawanie unijnych funduszy z nowego budżetu UE. To ma być jeden z filarów kampanii samorządowej PO, więc wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Zabieranie Bieńkowskiej do Brukseli jest dużym ryzykiem – mówi polityk z zarządu PO.

Inny dodaje, że specjalnie dla Bieńkowskiej Tusk stworzył niedawno superresort i awansował ją na funkcję wicepremiera. Trudno będzie teraz wytłumaczyć Polakom, dlaczego nagle wyjeżdża do Brukseli.

Czym będzie zarządzać polska komisarz

Czy stanowisko komisarza ds. rynku wewnętrznego i usług to rzeczywiście najlepsze stanowisko i czy Polska może dużo ugrać, mając komisarza w tej branży?

- Najlepszym urzędem byłaby energetyka, ale skoro dostaliśmy asa w głównym rozdaniu, to w kolejnym nie mamy szans. W tej sytuacji najlepszy dla Polski jest rynek wewnętrzny. Zyskalibyśmy na eliminacji barier, które wciąż istnieją w UE dla przepływu usług. Komisarz, który parłby w tę stronę, byłby nam bardzo na rękę – komentuje prof. Witold Orłowski, ekonomista i partner w PwC.

Zanosi się jednak na to, że z obecnych kompetencji komisarza ds. rynku wewnętrznego wyłączone będą usługi finansowe, czyli kolejne elementy unii bankowej, które mają być wprowadzone.

Ale z drugiej strony możliwe jest, że komisarz ds. rynku wewnętrznego będzie miał szersze kompetencje. Rozważany jest pomysł Francji, aby do kompetencji tego urzędu dodać kwestie konkurencyjności, przemysłu i polityki energetyczno-klimatycznej.

- W tej sytuacji nowa komisarz miałaby rolę nadrzędną wobec resortowych komisarzy i większe możliwości, musiałaby z nimi ściśle współpracować. Takie stanowisko byłoby dla Polski nobilitacją – komentuje dr Anna Kwiatkiewicz z PKPP Lewiatan. To oznacza, że Elżbieta Bieńkowska miałaby dużo do powiedzenia w sprawie polityki klimatycznej czy miksu energetycznego.

- Prace nad utworzeniem rynku wewnętrznego są dla nas bardzo ważne. Przede wszystkim dla naszych firm, które będą mogły konkurować nie tylko w ramach Unii Europejskiej, ale też na całym świecie. To ważne w kontekście negocjowanych umów handlowych z USA i Japonią – mówi Kwiatkiewicz.

Inne ważne kwestie, z którymi będzie się musiała borykać Bieńkowska, to m.in. deregulacja czy szczególnie dotycząca polskich firm dyrektywa o delegowaniu pracowników.

Obecne kompetencje komisarza ds. rynku wewnętrznego

* koordynowanie polityki dotyczącej tworzenia wspólnego rynku UE, co oznacza eliminowanie barier mających na celu doprowadzenie do wolnego przepływu ludzi, usług i kapitału na terenie UE,

* koordynowanie wprowadzania wspólnego rynku w następujących obszarach: usługi finansowe (mogą być w nowej komisji przeniesione do innego komisarza) i pocztowe, e-commerce, prawo, przedsiębiorcy, audyty, prawo autorskie,

* kontrolowanie przestrzegania prawa eliminującego bariery rynkowe w krajach członkowskich UE,

* wspieranie konkurencyjności, innowacji i finansowej stabilności w krajach UE,

* koordynowanie polityki mającej na celu większą konkurencyjność firm działających w ramach UE.

 

Wyborcza.pl

Piekło kobiet

Piotr Ibrahim Kalwas, 04.09.2014
Obrzezanie kobiet w Egipcie jest wciąż tematem tabu. Obrzezanie kobiet w Egipcie jest wciąż tematem tabu. (Fot. Sipa Press/REX)
Kobieta jest największym zagrożeniem mężczyzny, jego złym duchem prowadzącym na manowce. A zwodzi go zawsze tym, co ma pomiędzy nogami. Dlatego należy to wyciąć
- Lepiej nie tykaj tego tematu, to niebezpieczna zabawa. Zresztą i tak nic albo mało się dowiesz, bo żadna Egipcjanka nie będzie chciała o tym z tobą rozmawiać. To największe tabu Egiptu. I największy wstyd.Tak mi powiedziała Riham – moja znajoma z aleksandryjskiego uniwersytetu. Studia menedżerskie, trzy języki, uwielbia kino Almodóvara i kreacje Gaultiera, nie nosi hidżabu. Spotkaliśmy się na ulicy przed Biblioteką Aleksandryjską.- Ale dlaczego niebezpieczna? – spytałem.

- Bo niektórzy faceci mogą za to obić ci twarz, jeśli dowiedzą się, że rozmawiasz z ich córkami albo żonami o khitan.

Khitan oznacza wycięcie łechtaczki. Prawie wszystkie Egipcjanki zostają poddane temu brutalnemu zabiegowi – zarówno muzułmanki, jak i chrześcijanki. Hala Youssef, posłanka do parlamentu i działaczka feministyczna, mówi, że problem nie jest natury religijnej, tylko kulturowej, a przede wszystkim obyczajowej: – Dziewczynki są obrzezane, aby w przyszłości nie myślały o seksie. To plugastwo i barbarzyństwo ciągnie się od czasów przedislamskich.

Mimo iż oficjalnie zabieg obrzezania nie występuje w dogmatyce islamskiej czy koptyjskiej, to popiera go zarówno wielu imamów, jak i księży.

„Kobieta jest największym zagrożeniem mężczyzny, jego złym duchem prowadzącym na manowce. A zwodzi go zawsze tym, co ma pomiędzy nogami. Dlatego należy to wyciąć”. To cytat z „mądrości” Nassera al-Shakera, działacza konserwatywnej partii salafickiej, w czasie rocznych rządów Bractwa Muzułmańskiego jednego z głównych orędowników legalizacji obrzezania dziewczynek. Wtórowała mu Azza al-Gharf, wpływowa posłanka Bractwa Muzułmańskiego: – Ludzie powinni robić to, co im ułatwia życie, a obrzezanie kobiet to błogosławieństwo dla egipskiej rodziny.

Teraz, kiedy islamiści zostali odsunięci od władzy, sprawa legalizacji obrzezania kobiet została rozwiązana, ale nie oznacza to, że w praktyce obrzezania jest mniej.

„Tego bólu nie da się opisać” – Londyn europejską stolicą obrzezania dziewczynek
- Żadna kobieta nie będzie o tym z tobą rozmawiać, zapomnij – powtarza Riham i kręci przecząco głową.

- Żadna Egipcjanka… OK, to zacznę od ciebie: Riham, jesteś obrzezana? – walnąłem bezczelnie.

Dziewczyna wybałuszyła oczy, zrobiła się czerwona, jej usta drgnęły nerwowo kilka razy. Tutaj tak się nie rozmawia z kobietą.

- Tak – ściszyła głos. – Tak, jestem – i nagle zaczęła krzyczeć: – Ale po co ci to?! To moja prywatna sprawa!

- No, właśnie chyba nie tylko twoja prywatna sprawa, tak to czuję. To problem całego społeczeństwa egipskiego. No i kto ci to zrobił, co? Kiedy? Jak nie chcesz o tym rozmawiać, to już sobie idę. Najwyżej napiszę, że kulturalna, wykształcona Egipcjanka nie chciała ze mną o tym gadać – grałem z nią trochę va banque, ale tak naprawdę dobrze ją znałem i czułem, że mi powie.

- Nigdy… Nigdy o tym nie rozmawiałam z żadnym facetem – znowu ściszyła głos. – Toharam - zakazane.

- Tym bardziej z hałagą, co?

Hałaga to pejoratywne egipskie określenie Europejczyka. Jednak, co znamienne, egipscy muzułmanie czasem mówią tak o swoich rodakach Koptach. Jest w tym określeniu zarówno niechęć, jak i strach. Strach przed obcym, innym.

- Tak, z cudzoziemcem rozmawiać o takich sprawach to… Wiesz… Poza tym na ulicy… Ludzie… – była wyraźnie skonfundowana.

Chwilę potem już siedzieliśmy w Cilantro, eleganckiej kawiarni obok Biblioteki. Taras, widok na Morze Śródziemne, włoska kawa. Tuż obok znakomita księgarnia Diwan, a na wystawie anglojęzyczne wydania książek Nadżiba Mahfuza – egipskiego noblisty, jednego z największych krytyków egipskiego społeczeństwa. Pisał o wszystkich możliwych patologiach Egiptu, ale nigdy nie napisał o khitan . Ani żaden inny ze światowych intelektualistów egipskich. I nie śpiewa o tym żaden egipski raper, nie pisze żaden znany dziennikarz. Codziennie czytam tony egipskich newsów, w ciągu sześciu lat trafiłem może trzy-cztery razy na ten temat.

Tylko niektórzy sekularyści i egipskie kobiety z organizacji feministycznych o tym mówią. A właściwie krzyczą, bo mówienie o khitan w Egipcie jest natychmiast zagłuszane krzykiem oburzenia.

- Najwięcej walczy z obrzezaniem Nawal El Sadaawi – Riham zanurzyła łyżeczkę w czekoladowych lodach. – To najodważniejsza egipska bojowniczka o prawa kobiet.

 

Nawal El Sadaawi ma 83 lata. Jest psychiatrą, pisarką i najbardziej znaną egipską feministką. Za rządów Sadata była ministrem zdrowia, ale została zdymisjonowana i uwięziona za kontrowersyjne poglądy, które uznano za „sprzeczne z egipską moralnością”. Pod koniec lat 80. była adresatką niezliczonych pogróżek ze strony islamistów, wreszcie po dwóch nieudanych zamachach na jej życie Stany Zjednoczone zaproponowały jej azyl. W 1996 r. wróciła do Egiptu. Mimo iż islamiści cały czas jej grożą, odmówiła korzystania z ochrony policji.- Całym sercem oddała się walce z islamizmem – mówi Riham – a przede wszystkim walce o zniesienie obrzezania kobiet.- Dobrze, ale tak naprawdę o co w tym chodzi? – pytam. – Dlaczego kobiety mają nie mieć łechtaczek? Powiedz mi prawdę, ale nie egipską prawdę.

Dziewczyna skrzywiła się z niesmakiem. Egipcjanki udają, że nie mogą znieść rozmawiania o seksie. Bo tak wypada – kobiecie, muzułmance, potencjalnej żonie, dziewicy.

- Chodzi o tahar, no wiesz… – powiedziała.

- O co?

- O tahar , czyli czystość… Chodzi o to, żeby kobieta była dziewicza… pełna miłości tylko do swojego męża… i żeby…

- Riham, przestań gadać bzdury.

Spojrzała na mnie, znów drżały jej usta. Robiła dziwne grymasy. Na jej twarzy wypisane były teraz wieki zakłamania – religijnego, obyczajowego, moralnego.

- No, dawaj, habibi , hałaga nie może doczekać się prawdy.

Riham zaklęła szpetnie pod nosem i pochyliła się w moją stronę.

- Chodzi o to – syczała – chodzi o to, żeby, kurwa… kurwa… – denerwowała się – żeby kobieta nie czuła żadnej przyjemności z seksu. Tylko o to chodzi tym pierdolonym, grubym chłopom. Żeby czuli się bezpiecznie, jak idą pierdolić ruskie dziwki! – wybuchła, próbowała opanować podniesiony głos.

Ludzie w kafejce podnieśli głowy i spojrzeli na nas.

- No – kiwnąłem głową. – Super, teraz mówisz prawdę.

Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że na całym świecie żyje ok. 130 milionów kobiet, które zostały poddane zabiegowi obrzezania, wycięcia warg sromowych i zaszycia pochwy. Większość ofiar to mieszkanki Afryki, co piąta z nich jest Egipcjanką. W grudniu 2012 roku Zgromadzenie Generalne ONZ uznało zabieg obrzezania kobiet za pogwałcenie praw człowieka i wezwało do jego delegalizacji we wszystkich krajach, w których jest praktykowane. Problem w tym, że obrzezanie kobiet jest zabronione oficjalnie we wszystkich tych krajach, ale mało kto się tym przejmuje.

Problem dotyczy także krajów europejskich. Jak podaje brytyjska organizacja kobieca Forward, w Wielkiej Brytanii cały czas zagrożonych okaleczeniem jest ponad 100 tysięcy dziewczynek z imigranckich rodzin. W Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech i innych krajach UE działają „lotne grupy” arabskich lekarzy i wszelkiej maści marabutów (znachorów), którzy wykonują po domach zabieg obrzezania dziewczynek.

Obrzezanie kobiet w Londynie

Lalka

Przez chwilę siedzimy w milczeniu. Morze faluje turkusowo. Biblioteka Aleksandryjska jest obok waszyngtońskiej największą biblioteką świata. Zgromadzono w niej już ponad 8 milionów książek z całego świata.

- I co to da? – Riham bezradnie wzruszyła ramionami.

 

- Co masz na myśli?- No to, że o tym napiszesz w swoim dziwacznym języku?

- To da, że dowiedzą się o tym dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce. Kolejne dziesiątki tysięcy, o które walczą profesor Sadaawi i kobiety na całym świecie. Żeby coraz więcej ludzi o tym wiedziało. I więcej, i więcej. Mów: jak ci to zrobili?

- Zrobili mi to, jak skończyłam osiem lat – patrzyła nieruchomo w morze. Kiwała się lekko w przód i w tył. Mówiła rytmicznie, jakby recytowała modlitwę. – Pamiętam dokładnie, bawiłam się lalką, którą dostałam na urodziny. W domu było pełno ciotek, babek, kuzynek, pełno kobiet, patrzyły na mnie, szeptały, głaskały po głowie. Nagle wpadły do mojego pokoju – zaczęła płakać – i złapały mnie za nogi i za ręce. Krzyczałam, gryzłam, wyrywałam się. Nie wiedziałam, co się dzieje. Pamiętam, że mój ojciec i moi starsi bracia stali odwróceni twarzami do ściany, jak mnie nieśli. Nie zapomnę tego nigdy: stali odwróceni. Kobiety zaniosły mnie do drugiego pokoju, gdzie już była znachorka. Baba w nikabie. Czarna baba bez twarzy, z nożem w ręku. Pamiętam ten nóż. To był taki mały, zakrzywiony nóż. Szeptała jakieś sury z Koranu. Wszystkie baby szeptały wersety z Koranu. Rzuciły mnie na łóżko i przytrzymały za ręce i za nogi. Matka wsadziła mi w zęby kawałek drewna. Potem poczułam niewiarygodny, rozdzierający ból między nogami. Wyłam z bólu. I zaraz potem na szczęście straciłam przytomność. Kiedy się obudziłam, leżałam w tym samym miejscu, a moja matka siedziała obok i głaskała mnie po głowie. W ręku trzymałam lalkę, cały czas trzymałam tę urodzinową lalkę. Była cała zakrwawiona, po prostu cała spływała krwią.

Brzytwa

Łzy powoli ciekną po twarzy Riham. Z barowych głośników sączy się głos Barbry Streisand: „New York State of Mind…”. Rozglądam się po stolikach. Naliczyłem 11 kobiet. Eleganckie, modne, obwieszone orientalną biżuterią. Torebki Givenchy, hidżaby od Niny Ricci. Uśmiechnięte, wymalowane, bogate.

- Tak, tak – Riham podążała za moją myślą – prawdopodobnie każda z nich przeszła to samo co ja…

- Nożem, żyletką u baby znachorki? Te eleganckie dziewczyny?

- Tak, być może. Ale w miastach robi to zaufany lekarz. Po godzinach, w swoim gabinecie. Za grube pieniądze, ale przynajmniej w laboratoryjnych warunkach. Wtedy przeżywasz. Ale na wsi robi to nierzadko fryzjer. Brzytwą. W małych miasteczkach na bazarach są takie budki, gdzie siedzi brudny chłop i sprzedaje gazety i papierosy. Ale wszyscy wiedzą, że oprócz tego ten śmierdziel zajmuje się wycinaniem brzytwą łechtaczek małym dziewczynkom. Albo jego baba czy kuzynka. To taki ukryty punkt kontaktowy.

- Ukryty przed kim?

- Przed władzami. To jest zabronione w Egipcie. Zresztą dopiero od siedmiu lat. Przedtem nikt się nie opierdalał, rżnęli dziewczynki jak barany. Czasem robili to zbiorowo, zresztą teraz też to robią w małych miasteczkach, we wsiach, gdzie sami swoi.

- Jak to: zbiorowo?

- No, rodziny się zwołują i sprowadzają swoje córki do jednego domu. Jest wielkie party, żarcie, palenie haszu, przychodzi imam albo ksiądz, albo jeden i drugi. I jak odpierdolą swoje obrzędy, to wtedy rozkładają na podłodze kilkanaście swoich córek i sióstr. Krewni przytrzymują je za ręce i za nogi i jakiś siepacz albo znachorka chodzi i po kolei wyrzyna dzieciom łechtaczki starą żyletką. Wszystko spływa krwią, dziewczynki wyją i błagają o pomoc. Jest piekło.

Wycie

- Potem?

- Potem połowa z nich dostaje ropnego zapalenia pochwy, straszliwych, powikłanych infekcji dróg moczowych. Rodziny nie leczą dzieci u lekarza, bo się boją, że lekarz doniesie na policję. Sprowadzają wiejską babę z ziołami, która naciera je jakimiś wywarami. Nie można oddać moczu, pali, jakby ktoś polewał pochwę kwasem. Dziewczynki tygodniami wyją z bólu. To wycie często słychać w nocy w egipskich wsiach.

- A potem?

- Potem umierają w potwornych mękach, a imam i cała rodzina stoją nad nimi i się modlą. Maktub . Potem jest stypa, żarcie, hasz, może przy okazji jakieś zaręczyny i umawianie się na następne wycinanie łechtaczek. Niektóre rodziny na prowincji mają po kilkadziesiąt dzieci. No, wiesz, trzy-cztery żony, które non stop rodzą. Jest potem co obrzezać. Maktub .

- Co to jest maktub ?

- Maktub znaczy zapisane. Tak tutaj się mówi o nieszczęściach, w ogóle o losie. Wyrzynasz córce łechtaczkę brudnym nożem, a ona wyje z bólu i umiera w mękach – to nic, po prostu Bóg tak chciał, to jest maktub . Idziesz się modlić i żyjesz dalej. Nie denerwuj się, nie protestuj, to tylko maktub .

 

Egipska pisarka Wedad Zenie-Ziegler w swojej książce „Conversations with the Egyptian Women” cytuje jedną z najbardziej znanych kobiet rzezaków z Górnego Egiptu, która obrzezała tysiące dziewczynek:”Każdy, kto sprzeciwia się khitan, powinien być zlinczowany. Nie zrobisz tego swojej córce, będzie kurwą”.Iwonna Natkańska, żona byłego ambasadora RP w Egipcie Jana Natkańskiego, mówi:

- To absolutne tabu. Ale szczerze rozmawiała ze mną na ten temat moja gosposia – przyjaciółka, którą odnalazłam po 28 latach. Obecnie kobieta po siedemdziesiątce. Na niej przeprowadzono ten „zabieg” dwukrotnie, bo za pierwszym razem wycięto „za mało”, co się często zdarza w Egipcie. Wspominała to jako niewyobrażalną torturę, jednak swoją córkę (obecnie ok. 53-55 lat) też kazała obrzezać. Także najstarsza wnuczka została obrzezana (obecnie ok. 25-26 lat, zamężna, pięć lat temu urodziła pierwsze dziecko, dziewczynkę). Zabieg przeprowadził lekarz. Khitan został prawnie zabroniony dzięki staraniom Suzanne Mubarak, żony obalonego w 2011 r. prezydenta Hosniego Mubaraka, jednak odpowiednia łapówka dla lekarza załatwia wszystko. Druga wnuczka ponoć nie została obrzezana. Jakaś światła część rodziny ją uchroniła.Khitan jest praktykowany nie tylko w klasie niższej, to praktyka rozpowszechniona w całym Egipcie, we wszystkich środowiskach. Jedna z kobiet z kairskiego towarzystwa, w którym bywałam z racji stanowiska mojego męża, na jakimś raucie, wskazując na szeroki krąg zamożnych i wykształconych kobiet, powiedziała: „Patrz, one wszystkie są obrzezane, ale w rozmowie z tobą żadna się do tego nie przyzna”.

Socjaldemokrata

Abdel Fattah jest informatykiem i wykładowcą w prywatnej szkole, mówi o sobie, że jest socjaldemokratą. Nie ufa armii, nie znosi Bractwa Muzułmańskiego, popiera Hamdeena Sabbahiego – socjalistycznego kandydata na prezydenta. Unia Europejska jest jego ideałem. Marzy o podobnej unii dla państw arabskich. Zjednoczonych pod sztandarami wolności, sekularyzacji i socjaldemokracji. Siedzimy na ławce w największym aleksandryjskim parku Montaza – pięknym tropikalnym ogrodzie.

- Po co o tym mówisz? Po co wyciągasz? – Abdel Fattah podnosi głos i zapala papierosa. – Po co o tym piszesz? To nasze sprawy, cudzoziemcom wara od tego!

- Właśnie dlatego o tym piszę, żeby cudzoziemcy o tym się dowiedzieli. Egipt to nie tylko nurkowanie i plaże Hurghady.

- Turyści nie muszą o tym wiedzieć.

- Muszą.

- Ale po co?

- Dlatego że musicie się przyzwyczajać do tego, że teraz mało co da się ukryć w zglobalizowanym świecie. Chcecie demokracji, swobód obywatelskich i wolności, chcecie dołączyć do demokratycznego świata, to musicie mówić o wszystkim, nie tylko o polityce. Krzyczycie o wolności. Jak możecie w ogóle myśleć o demokracji i wolności, jeśli prawie wszystkie egipskie kobiety mają wyrzynane krocza żyletkami?

- To jest nasza tradycja – w jego głosie zabrzmiała duma.

- Kaleczenie i mordowanie małych dziewczynek nie jest tradycją, tylko gównem.

- Moja matka jest obrzezana, moja babka była, moja siostra – nerwowo zaciągał się papierosem. – Zawsze tak było w Egipcie.

- Bo rzeka gnoju płynie od wieków.

- To bzdura! Wy na Zachodzie niszczycie tradycję. Swoją i cudzą. To jest plan! – zapowietrzył się. – Plan liberałów, libertynów, masonów i… – zawiesił nerwowo głos i wydmuchał dym.

- Tak, tak – zaśmiałem się. – Zawsze to samo. Zawsze wszyscy są winni, tylko nie Egipcjanie. Dawaj, Abdelu Fattah, nie krępuj się. No, kto marzy o pożarciu Egiptu? Żydzi, nieprawdaż?

Wyprostował się i z wściekłością wycelował we mnie palcem.

- Popatrz na tę babę z brodą, która wygrała konkurs Eurowizji! To jest właśnie wasza kultura! To jest prawdziwy gnój!

<podzial_strony>

- To nie baba, tylko facet, Abdelu Fattah.- Wszystko jedno. U was, tam, na Zachodzie, już nie wiadomo, kto ma jaką płeć, staczacie się do kloaki. My mamy zasady, mamy historię, tradycję, moralność.Kiedy Conchita Wurst wygrał konkurs Eurowizji, żadne z egipskich mediów nawet nie zająknęło się o tym. Ani telewizja, ani prasa, ani internet. Mój sąsiad, który na co dzień ogląda telewizję kablową, powiedział mi, że to żart jakiś, dowcip niewart wspominania. To przecież nie może dziać się naprawdę.

- Abdelu Fattah, rozpaczliwie bronisz ohydnych przejawów swojej kultury. Pokolenia wmówiły ci, że te obyczaje są dobre, bo są stare. Ale musisz wyobrazić sobie życie bez nich, bo nie będzie demokracji w kraju, gdzie kaleczy się miliony dziewczynek. Nie będzie demokracji w kraju, gdzie złodziejom obcina się ręce, a kochanków kamienuje.

- Na Boga! – wrzasnął Abdel Fattah. – W Egipcie nie ma takich rzeczy!

- Nie ma kamienowania i obcinania kończyn – zgodziłem się. – Ale to jest zapisane w religii. Cały czas jest dogmatem.

- Jest – przyznał.

- No właśnie, to jest ten sam mechanizm co przy obrzezaniu kobiet. Ludzie wierzą, że te archaiczne okrucieństwa są ponadczasowym boskim prawem. Ty w to wierzysz?

Abdel Fattah w milczeniu patrzył na mnie spode łba, paląc papierosa. Dotknąłem kolejnego tabu, od którego wara cudzoziemcom.

- Naprawdę wierzysz, że Bóg kazał mordować kamieniami cudzołożników? I naprawdę wierzysz, że kamienie powinny być średniej wielkości i że powinno się celować w mózg, żeby się rozprysnął na wszystkie strony ku przestrodze patrzących? Naprawdę wierzysz w ten średniowieczny, plugawy horror?

- Jestem muzułmaninem… sunnitą… Wierzę w boskie księgi, w anioły i w to, że, że… – Abdel Fattah zrezygnowanym głosem rozpoczął tę zakłamaną śpiewkę, którą już dziesiątki razy słyszałem z ust muzułmanów.

- OK, daj już spokój z tymi frazesami. Tak samo jest z okaleczaniem małych dziewczynek. Musicie zdać sobie sprawę, że póki to praktykujecie, póty jesteście w ciemnej dupie. I żadna rewolucja was z tego nie wyzwoli. Jesteś socjaldemokratą, Abdelu, prawda? Marzysz o demokratycznym Egipcie, o świeckiej unii arabskiej. A powiedz mi teraz: czy twoje trzy córki są obrzezane?

- Tak, są, wszystkie. Sam je woziłem do lekarza. Do lekarza – zaznacza – do chirurga fachowca, a nie do znachorki.

- Dlaczego? Ale naprawdę: dlaczego to zrobiłeś? Tylko nie fantazjuj o tradycji i obyczajach, bo od tego robi mi się niedobrze.

- Nie wiem… Nie wiem… – otarł pot z czoła. – Po prostu wszyscy tak robią. Nie zrobisz tego swoim córkom, to będą ci robić koło dupy, zniszczą cię.

- To rzeka okrucieństwa, rzeka krwi.

Milczał.

Obsesja

- Dlaczego to przede wszystkim Afrykanie boją się kobiecych łechtaczek? – pytam Riham.

- To obsesja nagości i seksu – odpowiada dziewczyna po chwili milczenia. – Prastara, pustynna obsesja nagiego ciała, przede wszystkim kobiecego. Wieki ciemnoty, wiary w archaiczne prawa i obyczaje, irracjonalny strach przed nieczystością kobiecego ciała – siedliska złych duchów.

 

- Mimo wszystko nadal nie rozumiem.- Ja też nie.Egipskie ministerstwo zdrowia i populacji w zeszłym roku podało zaskakujące dane: że 72 proc. kobiet i 79 proc. mężczyzn jest przeciwnych obrzezaniu dziewczynek. Tymczasem statystyki światowe i niezależnych egipskich fundacji kobiecych pokazują, że 95 proc. Egipcjanek nadal jest poddawanych obrzezaniu.

- Gdzie jest więc prawda? – pytam Riham.

- Prawda jest taka, że nawet więcej niż 95 proc. kobiet w Egipcie jest obrzezanych.

- Dlaczego więc tak duży sprzeciw Egipcjan wobec tego zabiegu w badaniach ministerstwa zdrowia?

- Dlatego, że nawet w anonimowej ankiecie Egipcjanie nie powiedzą prawdy o obrzezaniu. Oszukują innych i siebie. I strasznie boją się, że te badania robione są na zlecenie cudzoziemców, a tym za żadne skarby nie można zdradzić tajemnicy khitan. To obłęd.

Samer Nazif, 19-letni student inżynierii w Kairze, w wywiadzie dla dziennikarki stacji CNN mówi: „Tak, obrzezanie kobiet to zła rzecz, ale wy, Amerykanie, nie dotykajcie się do tego. Nasze sprawy, nasze problemy, nasze rozwiązania. Egipt potrzebuje zbawienia od zła, a zbawienie i wyzwolenie może pochodzić tylko od nas i od innych Arabów, nigdy z Zachodu, nigdy!”.

- Jest takie stare arabskie przysłowie – mówi Riham. – Ja przeciwko mojemu bratu, ja i mój brat przeciwko naszemu kuzynowi; ja, mój brat i mój kuzyn przeciwko cudzoziemcom.

Wstyd

Poszedłem do mojego internisty, chociaż nic mi nie dolegało. Salama Hospital – prywatna klinika, elegancki gabinet. Doktor Masri w eleganckim garniturze. Po tradycyjnej wymianie uwag o pogodzie i rodzinie zapytał mnie o przyczynę mojej wizyty.

- Nic mi nie jest, panie doktorze, chciałem tylko porozmawiać.

- O czym?

- O obrzezaniu dziewczynek.

Zaklął cicho, zrobił zniesmaczoną minę i westchnął.

- A po co to panu?

- Piszę o tym artykuł.

- Taa… Znowu przeczytają o tym w świecie – zdjął okulary i zaczął je przecierać. – To wstyd, straszny wstyd dla Egiptu.

- Pan też chce to ukrywać przed światem?

- To nonsens, niech pan o tym koniecznie napisze. Ja się strasznie tego wstydzę jako Egipcjanin. Kiedy jeżdżę na sympozja do Europy, zawsze ktoś mnie o to pyta.

 

- I co pan odpowiada?- Że to barbarzyństwo i czyste skurwysyństwo. Że to przekleństwo dla mojego kraju i mojej kultury. Kajam się, wstydzę, nie próbuję tego w jakikolwiek sposób bronić, kręcić jak większość Egipcjan. Bo naprawdę tak myślę.- No, rzeczywiście, mówi pan zupełnie jak nie-Egipcjanin – przyznałem.

Doktor wbił we mnie zmęczony wzrok.

- Jestem lekarzem.

- Panie doktorze, przepraszam, ale wiem, że pan ma córkę, opowiadał pan mi kiedyś o niej. Czy może mi pan…

Nie śpiewa o tym żaden egipski raper i nie pisze żaden znany dziennikarz. Nigdy nie napisał o tym żaden ze światowych intelektualistów egipskich
Spojrzał na mnie gwałtownie.

- Nie, nie jest obrzezana. Nie pozwoliłem na to.

- To znaczy? Komu pan nie pozwolił?

- Rodzinie, a przede wszystkim mojej żonie. Chcieli ją porwać. Wywieźć na wieś i tam obrzezać. Żona i moja matka wymyśliły jakiś pretekst, żeby zabrać Mariam do rodziny na wieś, ale ja się zorientowałem, o co im chodzi, byłem czujny.

- I co pan zrobił?

- Zabrałem Mariam do wynajętego mieszkania, tu, w Aleksandrii. Wynająłem luksusowy apartament w San Stefano, na drugim krańcu miasta. Miała wtedy jakieś 14 lat. Do tego czasu udało mi się jakoś ochraniać ją od khitan , to były lata walki z moją żoną i rodziną. Kiedy wywiozłem córkę, cała rodzina obraziła się na mnie śmiertelnie. Mieszkałem tam z Mariam ponad rok, a potem załatwiłem jej prywatne liceum w Dubaju. Teraz studiuje już tam farmację.

- A żona? Pogodziła się z tym?

- Nie, rozwiedliśmy się.

Nożyczki

Salwa prowadzi z bratem punkt ksero. Często korzystam z jej usług. Dziewczyna ma 25 lat i zawsze pyta mnie o Polskę. Kiedyś wyznała mi, że marzy o przeniesieniu się nad Wisłę. Nosi szczelny hidżab, jest zawsze ubrana w obszerne, powłóczyste suknie. Chciałem ją zapytać o obrzezanie, chciałem poznać opinię religijnej Egipcjanki na ten temat. Musiałem trafić na moment, kiedy będzie sama. W środowiskach konserwatywnych prywatna rozmowa z kobietą jest uważana za haram . Jej brat mógłby zrobić awanturę Salwie, niewykluczone, że nawet ją pobić. Tutaj faceci często biją żony i siostry za rozmowę z nieznajomym mężczyzną. W domach, kiedy nikt nie widzi.

Przyszedłem więc do Salwy w samo południe z plikiem dokumentów do skserowania. Zaraz po azanie – wezwaniu do modlitwy ogłaszanym z minaretów. Wiedziałem, że jej brat jest wtedy w meczecie. Miałem jakiś kwadrans na rozmowę, ale nie wiedziałem, jak zacząć ten drażliwy temat. Wchodząc do kamienicy, potknąłem się o miseczki z jedzeniem dla kotów i przypomniało mi się, że Salwa bardzo lubi koty. W Egipcie ulice pełne są tych bezdomnych, zaniedbanych, chorych zwierząt. Salwa je karmi, lituje się nad ich cierpieniem. Kiedyś powiedziałem jej, że najlepszym rozwiązaniem byłaby akcja sterylizacji, żeby ograniczyć cierpienie kotów, ale Salma się oburzyła.

- To haram , straszny czyn – powiedziała. – Bóg zabrania tego.

- Dlaczego? – spytałem.

- Bo kazał swoim stworzeniom rozmnażać się i zaludniać ziemię – zacytowała koraniczny werset.

 

- Mają więc cierpieć?- Jeśli taka jest wola boska.Tym razem więc znowu zacząłem o kotach i ich sterylizacji. Potem szybko przeszedłem do ludzi, opowiadałem przerażonej dziewczynie o dobrowolnej sterylizacji ludzi na Zachodzie i nagle prosto z mostu (nie było czasu) zapytałem Salwę o obrzezanie kobiet: co o tym sądzi?

Po prostu udała, że mnie nie słyszy. Powtórzyłem więc pytanie.

- Co pan chce skserować? – nagle zaczęła mówić do mnie per „hadritak” – pan.

- Salwa, bardzo proszę, nie udawaj. Chciałem cię zapytać, co sądzisz o obrzezaniu kobiet w Egipcie.

- Nie rozumiem, o co mnie pan pyta. Proszę dać mi dokumenty do skserowania albo wyjść. Nie ma mojego brata, nie mogę z panem rozmawiać o niczym innym oprócz kserowania.

Rozmawiała ze mną zawsze o wszystkim, ona i Raszid, jej brat.

- Salwa, pytam cię o cierpienie. O cierpienie kobiet. Możesz mi odpowiedzieć?

W odpowiedzi gwałtownym ruchem dłoni wskazała mi drzwi. Ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy wychodziłem, usłyszałem jej cichy głos: – Ibrahim…

Odwróciłem się.

- Nie… Nie mogę o tym rozmawiać, rozumiesz? – potem przez chwilę jeszcze coś wyrzucała z siebie nerwowym głosem. Nic nie rozumiałem, wychwyciłem tylko kilkakrotnie powtórzone słowo „ma’as”.

W oczach miała łzy.

Dopiero na ulicy dotarło do mnie, że słowo „ma’as” oznacza nożyczki.

Zwiastun filmu „Kwiat pustyni”, opowiadającego historię obrzezanej modelki Waris Dirie

Profesor

Egipski uczony religijny, profesor Abd-al-Salam Abd-al Rahim Al – Sukkari, tak opisuje poprawną „operację” usunięcia łechtaczki:

„Na początku powinien być wezwany Bóg słowami: » W imię Boga, Miłosiernego, Litościwego. O Najwyższy, wielbimy Ciebie i Twojego Proroka, modlimy się do Ciebie i prosimy, abyś pobłogosławił ten zabieg najwspanialszego <i>makrumah</i>. Następnie przystępujemy do zabiegu. Trzymamy mocno dziewczynę za kończyny i wsadzamy jej w zęby drewniany klocek, aby nie odgryzła sobie języka. Wycinamy łechtaczkę dokładnie, tak by nie pozostał po niej ślad, bo po kilku latach odrośnie i trzeba będzie powtarzać operację. Obrzezanie dziewczyny musi być przeprowadzone przez chirurga płci męskiej i chirurga-kobietę. Oboje muszą wyznawać islam i być pobożnymi ludźmi. W celu zmniejszenia bólu muszą być zastosowane najlepsze środki farmakologiczne. Obrzezanie dziewczynki powinno być zrobione w ciągu dnia, aby złe dżiny nie miały dostępu do wszystkich obecnych. Powinno odbyć się to w całkowitej tajemnicy, aby źli ludzie i niewierni nie powstrzymali zabiegu”.

- Pomóżcie nam – mówi Riham.

”Dużym Formacie” czytaj też: 

Chciałbym porwać państwa dzieci
Uczniowie naprawdę nie potrzebują nauczycieli, którzy się poświęcają, tylko takich, którzy są szczęśliwi

Mamo, a kiedy ja umarnę?
Matka: Gdyby groziła nam jakaś wojna, pierwsze, co zrobię, to kupię córkom bilet do Ameryki Południowej. Ojciec: Uciekniesz i zostawisz na lodzie tych, którzy nie mają na ten bilet?

Drinki na lęki
Rodzice wierzą, że ja jestem taki porządny, ale jak wychodzę z domu, to się zmieniam

Jak posegregować wszystko
Dobra wiadomość to ta, że nie potrzebuję niszczarki, bo pies jest lepszy

Dwa brzegi
Pytałam po obu stronach Dniepru: co musi się stać, żeby człowiek wziął broń do ręki? Żeby ruszył na barykadę? Dlaczego sąsiad idzie na sąsiada? Rozmowa z fotografką Justyną Mielnikiewicz

Awantura o misia
Jeden zawsze się wzrusza, drugiemu już tak nie zależy, a trzeci jest na punkcie piosenki „Biały miś” bardzo nerwowy

W końcu zaczęłam kłamać
Osiem lat temu nie znałam słowa po portugalsku i bardzo mi to odpowiadało. Aż zaczęło mnie intrygować, że Portugalczycy niby się śmieją i są serdeczni, ale po chwili zaraz znowu smutni: Rozmowa z Izą Klementowską autorką książki „Samotność Portugalczyka”

W Sarajewie 
Posiedzieliśmy u Izeta godzinę, nie dłużej

wyborcza.pl/duzyformat

Jarosław Kaczyński dla wPolityce.pl: „Przemysł pogardy wraca”

4 września 2014

PAP/Grzegorz Momot
PAP/Grzegorz Momot

wPolityce.pl: Dlaczego pańskim zdaniem Donald Tusk zdecydował się przyjąć funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej? Wcześniej wielokrotnie zaprzeczał, można odnieść wrażenie, że sam miał wątpliwości.

Zaprzeczanie było związane chyba z tym, że sprawa zdecydowała się dość późno. Po prostu dość późno okazało się, że szanse są poważne. Dlaczego się zdecydował? Na pewno znaczenie miały przesłanki indywidualne, to jest jakaś kariera. A po drugie, jego sytuacja w Polsce stawała się coraz gorsza. Zaledwie 1 proc. Polaków uznawał go za bardzo dobrego premiera, 20 kilka procent jakoś go akceptowało, a reszta nie. Ten proces miał dodatkowo perspektywę pogłębiania się na niekorzyść Tuska.

Czyli to jest ewakuacja?

W tym jest element ewakuacji, choć połączony z sukcesem. To sukces, który przekłada się także na wzrost poparcia dla Platformy Obywatelskiej o 5 proc. To więc wzrost znaczący, choć sądzę, że o charakterze doraźnym. Ten awans jest więc zabiegiem, który będzie służył także celom wewnętrznym. Już widać, że mamy do czynienia z niebywałą kampanią głoszącą ten sukces. Można powiedzieć, że to kampania reklamowa. A jednocześnie gwałtownie powraca przemysł pogardy w stosunku już nie do mojego brata, ale w stosunku do mnie i do PiS. To, co wyczyniają niektóre rozgłośnie, wracające do nieustannego atakowania nas, o tym świadczy. Jest więc próba zepchnięcia nas do defensywy, próba powstrzymania nas przed zwycięstwem w wyborach samorządowych, które wydawały się niemal już na pewno wygrane.

Jakiś czas temu „Gazeta Wyborcza” napisała, że Tusk chce iść do Brukseli i godzi się z tym, że pan zdobędzię słabą władzę, zapewne z jakimś egzotycznym koalicjantem. Później premier wróci na białym koniu i znów obejmie rządy.

Czytałem, ale to są rojenia pana Wrońskiego, żadnych takich planów nie ma. Oni doskonale wiedzą, że nasze rządy były rządami sprawnymi, przynoszącymi, co łatwo wykazać przy pomocy statystyk, poprawę sytuacji na każdym polu. A przy okazji jest jeszcze kwestia spraw, które starają się zamieść pod dywan, ale które z całą pewnością spod tego dywanu by wyszły.

Czyli, pańskim zdaniem, to nie jest żaden misterny plan, a obóz rządzący chce po prostu zachować władzę z Tuskiem w Brukseli.

Chcą zachować władzę z Tuskiem w Brukseli, a jednocześnie Tusk chce się znaleźć w sytuacji, która jest z jego punktu widzenia bardzo wygodna w najróżniejszych wymiarach. I dlatego trudno się dziwić, że tę propozycję przyjął. Co ona będzie znaczyła z punktu widzenia Polski? Są publicyści zachodni piszący, że mamy oto potwierdzenie tezy, iż silna Europa to słabi szefowie administracji europejskiej, i że takich właśnie wybrano. Czy to będzie oznaczało jakąś reprezentację naszych interesów czy też nie, i jak one będą rozumiane, tego nie wiemy. To jeszcze przed nami. Ja jako Polak, nie jako konkurent polityczny Donalda Tuska, chciałbym, by to miało wymiar pozytywny.

Prawo i Sprawiedliwość zgodziłoby się na wcześniejsze wybory?

Sądzę, że wcześniejsze wybory, tuż po takim swego rodzaju szoku, dla wielu zaskoczeniu pozytywnym, nie byłyby w interesie zmiany w Polsce. A jeśli Polska czegoś potrzebuje naprawdę w tej chwili, to właśnie zmiany.

Decyzja Donalda Tuska utrudnia więc Prawu i Sprawiedliwości osiągnięcie celu, zmianę.

Gdyby tej decyzji nie było, to mielibyśmy prawdopodobnie prosty proces lekkiego wzmacniania się naszej pozycji i słabnięcia pozycji Platformy, oczywiście z różnymi zakrętami, związanymi z atakami na nas. W tej chwili to zostało zatrzymane, pytanie na jak długo. My zakładamy, że na krótko, że te dobre dla nas trendy powrócą, ale z odpowiedzią trzeba poczekać.

Te wisty premiera działają na dość krótko. Po Ukrainie, po zmianie retoryki w sprawie Rosji PO też zyskała, dobiła do remisu, ale na chwilę.

Teraz też mogą dobić do remisu, ale do wyborów jest jeszcze trochę czasu, i wierzę, że zdołamy tę sytuację odwrócić.

A dlaczego Donald Tusk nie parł do wyborów w tak korzystnym dla siebie kontekście?

Wie, że to jest bardzo trudne do przeprowadzenia i właściwie jedyną drogą jest nieuchwalenie budżetu, czyli ogłoszenie kryzysu, z rosnącą rolą prezydenta. Poza tym już w tej chwili wiele wskazuje, że plany Donalda Tuska będą trudne do zrealizowania. Podobno prezydent Komorowski nie chce się zgodzić na panią Kopacz.

Marszałek Kopacz byłaby dobrym premierem?

Proszę nie żartować.

Czy po wyborze Donald Tusk będzie mógł zajmować się sprawami polskimi? Już zapowiedział „gorącą linię” z nowym premierem.

Dziś Europa jest mała, świat jest mały. Cóż to za problem nawet 2 razy dziennie zadzwonić do pani Kopacz, która pewnie nie będzie miała nic przeciwko temu? Jest tylko pytanie, czy prezydent Komorowski pójdzie na tę wymianę. Bo przecież w tej chwili wymusić na nim można coś tylko w przypadku sięgnięcia po tzw. drugi krok, a to by oznaczało ogłoszenie konfliktu. A jeżeli Tusk nie chce ogłaszać konfliktu, to musi się zgodzić z propozycją prezydenta. Który z kolei może desygnować każdego polityka PO. Czy PO zagłosuje przeciwko takiej kandydaturze? To prezydent ma wszystkie karty w ręku. Chyba, że znów coś się pokaże w jakimś tygodniku na temat prezydenta, czego nie można wykluczyć.

wPolityce.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.