Ka 3

 

Kaczyński: „Potencjał naszego kraju jest marnowany. Można by w Polsce zrobić nieporównanie więcej”

mf, PAP, 26.10.2014
Jarosław Kaczyński na konwencji wyborczej w KrakowieJarosław Kaczyński na konwencji wyborczej w Krakowie (Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta)

- Wybory samorządowe powinny rozpocząć wielką, pozytywną zmianę w naszym kraju. One powinny być pierwszym krokiem ku Polsce lepszej niż ta, która jest obecnie – mówił Jarosław Kaczyński na małopolskiej konwencji wyborczej w Krakowie.
Kaczyński mówił, że z rozmów, jakie PiS od lat prowadzi z Polakami, wynika, że „potencjał naszego kraju jest w tej chwili marnowany”. – Można by w Polsce nieporównanie więcej zrobić, niż się robi. Można by zrobić nieporównanie więcej w Krakowie i w Małopolsce. I z tym przeświadczeniem przystąpiliśmy do wyborów samorządowych. One powinny rozpocząć wielką, pozytywną zmianę w naszym kraju. One powinny być pierwszym krokiem ku Polsce lepszej niż ta, która jest obecnie – powiedział lider PiS na małopolskiej konwencji wyborczej w Krakowie.

„Kraków nie musi się dusić”

Według prezesa PiS „trzeba stworzyć taki sposób kierowania życiem publicznym, który będzie sprzyjał wykorzystaniu tego potencjału”. Jak mówił, nienormalne jest, że z Małopolski w ostatnim czasie wyjechało 200 tys. osób, w tym wielu młodych ludzi, by szukać możliwości życia gdzie indziej. Krytykował, że w Krakowie nie udało się dokończyć budowy obwodnicy, że likwidowane są szkoły, że za mało jest miejsc w żłobkach i przedszkolach.

 

- Kraków nie musi się też dusić. Mówię o słynnym krakowskim smogu. Można tę sprawę rozwiązać, oczywiście nie narzucając ludziom warunków, których nie mogą spełnić, tylko poprzez odpowiednie inwestycje – powiedział Kaczyński.

Lider PiS przekonywał też, że w Krakowie udało się znaleźć kandydata na prezydenta, który daje gwarancję zmiany stylu rządzenia miastem. Kandydatem prawicy wspieranym przez PiS jest Marek Lasota – dyrektor krakowskiego oddziału IPN i radny wojewódzki.

- Wygramy w Małopolsce i będziemy tutaj rządzić, dzięki naszemu sojuszowi – podkreślił prezes PiS, dziękując za obecność na niedzielnej konwencji liderowi Polski Razem Jarosławowi Gowinowi i reprezentantom Solidarnej Polski (był szef SP w Małopolsce poseł Edward Siarka – przyp. red.).

Gowin o „złym, marnotrawnym państwie”

- Polska Prawica zjednoczyła się, bo jedność jest drogą do sukcesu. Zwycięstwo obozu wielkiej prawicy, obozu zmian jest potrzebne Polsce – mówił Gowin. Dodał, że Polska jest krajem ludzi przedsiębiorczych, pracowitych i uczciwych, a jednocześnie krajem złego, marnotrawnego państwa. – Miliony Polaków oczekują dobrej zmiany. Wielu ludzi nie wierzy już w możliwość takiej zmiany. Przywrócimy im tą wiarę – dodał.

Według Gowina Polska jest krajem niewykorzystanych możliwości, a przykładem stagnacji są Kraków i Małopolska. Lider PR mówił, że w Małopolsce w ostatnich latach zmarnowano miliardy złotych UE na „chaotyczne inwestycje” będące „pomnikami postawionymi sobie przez władze samorządowe”.

tokfm.pl

Ustawa o dialogu pisana w ciszy

Artur Kiełbasiński, 26.10.2014
Artur KiełbasińskiArtur Kiełbasiński (fot. AGATA JAKUBOWSKA)

Powstaje projekt ustawy regulującej dialog społeczny w Polsce. Co dziwne, projekt tworzą pracodawcy i związkowcy bez udziału polityków.
Niemal gotowy jest projekt nowej ustawy o dialogu społecznym. Jej projekt powinniśmy poznać w ciągu najbliższych dwóch miesięcy. To dobra wiadomość, bo w Polsce od czerwca 2013 r. nie działa Komisja Trójstronna. Co najważniejsze – zerwanie dialogu nie odbyło się na skutek sporu między pracodawcami a związkami. Osią sporu był konflikt związków z rządem. Związkowcy zerwali obrady po tym, jak przedstawiciele rządu nie dotrzymali umowy dotyczącej terminu spotkania – nie doszło do planowanego, majowego posiedzenia. Nie chodziło przy tym wyłącznie o kwestie ambicjonalne. Na tym „odwołanym” spotkaniu miała być omawiana kwestia tzw. elastycznego czasu pracy, czyli istotnych rozstrzygnięć z punktu widzenia pracowników. Spotkanie zwołano jednak nie w umówionym terminie, ale miesiąc później, gdy prace legislacyjne – nieuwzględniające postulatów związków – były już zaawansowane. Od czerwca 2013 r. nie ma więc oficjalnych ani roboczych spotkań Komisji. Bez uzgodnień między rządem, pracodawcami i związkowcami każda zmiana prawa pracy, zasad wynagradzania, ale też kwestii związanych z polityką społeczną jest potencjalnie punktem zapalnym i grozi konfliktem. Gdyby rozmowy prowadzono, wiele punktów spornych udałoby się rozstrzygnąć na etapie uzgadniania projektów.

Dlatego osiągnięcie porozumienia w „odmrożeniu” rozmów jest niezwykle ważne. Jednak nowa, powstająca właśnie ustawa może przejść do historii jako jeden z „najdziwniej” napisanych aktów prawnych.

Po pierwsze, projekt ustawy powstaje bez udziału strony rządowej. W zmiany związane z dialogiem społecznym zaangażowali się wyłącznie przedsiębiorcy i związkowcy, nie zaproszono do prac strony rządowej. To sygnał, że obie strony za najważniejsze uznają właśnie porozumienie przedsiębiorców i związków. Co więcej – przedsiębiorcy nieoficjalnie przyznają, że wiosną 2013 r. związkowców potraktowano źle.

Po drugie, obie strony opracowały dość niezwykły tryb procedowania. Otóż uznano, że uzgadnianie wszystkich szczegółów między związkami a organizacjami pracodawców może zbytecznie przedłużyć prace nad projektem, gdyż może dojść do wieli sporów, np. o techniczną formę zapisów. Dlatego zrezygnowano ze wspólnej komisji czy grupy pracującej nad projektem. Pracowano… osobno. Związkowcy i pracodawcy niezależnie od siebie ustalili najważniejsze z ich punktu widzenia kwestie. Osobno spisali postulaty obu grup, a później przekazali je prawnikom reprezentującym obie strony. Każdą ze stron reprezentuje bowiem prawnik-konstytucjonalista. Zadaniem dwójki prawników jest spisanie projektu ustawy w taki sposób, aby uwzględniał on interesy zarówno przedsiębiorców, jak też pracowników. Eksperci uzgadniają między sobą poszczególne zapisy i sformułowania. Natomiast sami związkowcy i pracodawcy spotykają się sporadycznie w celu ustalania głównych kierunków prac. Takie „strategiczne” spotkanie odbyło się w minionym tygodniu w Gdańsku.

Jak się okazuje, główne punkty nowej ustawy są uzgodnione. Do tej pory przewodniczącym Komisji Trójstronnej był zawsze przedstawiciel rządu, obecnie jest to minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. Zarówno pracodawcy, jak i związkowcy chcą zmienić ten zapis – w ich zamierzeniu stanowisko przewodniczącego zmieniałoby się rotacyjnie – między uczestnikami dialogu; raz pracom przewodniczyłby związkowiec, później pracodawca i przedstawiciel rządu.

Jest też zgoda, że „odnowiona” Komisja Trójstronna powinna być niezależna, także organizacyjnie, od rządu. Budżet na funkcjonowanie biura i finansowanie działalności byłby ustalany przez Sejm. Strony są też w zasadzie zgodne, że większość ustaleń powinna być wiążąca dla rządu (choć pewne różnice poglądów na tę sprawę dotyczą kwestii generujących poważne wydatki budżetowe, tutaj rząd miałby większy wpływ na wdrażanie takich uzgodnień w życie).

Chęć nadania porozumieniom charakteru wiążącego to postulat szczególnie związkowców, którzy przypominają, jak w 2011 r. w Komisji Trójstronnej wynegocjowano płacę minimalną na rok 2012 r. – w wysokości 1400 zł. Jednak rząd na wniosek ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego zlekceważył to ustalenie i przyjął płacę w wysokości 1386 zł. W proteście przeciwko tej decyzji rządu Waldemar Pawlak zrezygnował z przewodniczenia Komisji. Tej 14-złotowej różnicy także związkowcy nie zapomnieli do dziś, stąd ich chęć, aby ustalenia z negocjacji były wiążące.

Na tym jednak nie koniec zmian. Planowane jest wzmocnienie regionalnych komisji dialogu społecznego, jednak miałyby one działać przy marszałkach województw (czyli władzy samorządowej), a nie przy wojewodach (reprezentant rządu w terenie).

Prace nad ustawą są mocno zaawansowane. Potwierdzają to zarówno przedstawiciele pracodawców, jak i związkowcy.

- Projekt powinien być gotowy i przekazany rządowi w ciągu dwóch miesięcy – mówi „Wyborczej” Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

- Prace są zaawansowane, ale trudno mówić o terminach – ocenia natomiast Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności”.

Wyborcza.biz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.