Terlikowski

 

Konformista w sutannie

Tomasz P. Terlikowski 03-08-2014

Słowa skierowane przez księdza Wojciecha Lemańskiego do młodych ludzi na Przystanku Woodstock utwierdziły mnie w przeświadczeniu, że głównym celem byłego proboszcza parafii w Jasienicy jest walka z kościelną hierarchią.

Żeby nie było wątpliwości, młodzież, która przybyła na tę imprezę, potrzebuje ewangelizacji. Tak więc każde ręce i każde usta na tym polu się przydadzą. Przystanek Jezus robi to świetnie, ale ludzie spoza niego, szczególnie znani i rozpoznawalni księża, mogliby go wspomóc 
w tym ważnym z punktu widzenia Kościoła dziele. Problem polega tylko na tym, że niestety ksiądz Lemański nie zajmował się na Woodstocku ewangelizacją, tylko promocją poglądów rodem 
z „Gazety Wyborczej”, które 
z katolicyzmem niewiele mają wspólnego.

Przykłady można mnożyć, ale najmocniejszym jest przekonywanie młodzieży, że podział Kościoła, jego rozłam jest czymś w gruncie rzeczy dobrym. Schizmy, herezje, podziały wcale duchownemu nie przeszkadzają. Zachowanie księdza Lemańskiego to zwyczajne wprowadzanie młodych ludzi w błąd co do nauczania samego Jezusa Chrystusa, który modlił się, aby Jego uczniowie „byli jedno”. Niechrześcijańskie były także wypowiedzi kapłana na temat dyrekcji szpitala św. Rodziny czy nawet na temat biskupów, którzy – tu duchowny podparł się opinią anonimowego wykładowcy – „powinni wymrzeć”, żeby coś się zmieniło.

Ale moim największym zarzutem wobec księdza Lemańskiego jest fakt, że w istocie nie wykorzystał on okazji do ewangelizacji. Zamiast opowiadać o złych biskupach, zamiast podlizywać się Jerzemu Owsiakowi i liberalnym mediom, duchowny mógł opowiedzieć młodzieży o potędze Jezusa Chrystusa – o tym, że On za każdego z nich oddał życie, że warto Mu je oddać, bo On ma moc je przemienić, i że wreszcie nie ma takiego grzechu, z którego nie mogliby się podnieść. Mógłby, co też przecież ważne, opowiedzieć im 
o pięknie czystej miłości, o tym, że zawsze można zacząć od nowa. I o małżeństwie, które jest sakramentem. A także zaprosić do Kościoła, w którym, owszem, często najbliżsi czy przełożeni są krzyżem, ale który pozostaje wspólnotą zbawienia. To w takim miejscu byłby rzeczywisty nonkonformizm, przekaz duchownego, który nie boi się nie tylko swojego (bardzo zresztą wobec niego łagodnego) arcybiskupa, ale także mediów czy reakcji młodzieży.

Po takim wystąpieniu mógłbym spokojnie powiedzieć, że ksiądz Lemański jest odważnym kapłanem. A tak okazało się, że świetnie wpisuje się on w rolę, jaką wyznaczyły mu media, czyli rolę księdza, który mówi to samo co Jacek Żakowski. Z tą tylko różnicą, że ma na sobie sutannę.

Autor jest filozofem, 
redaktorem portalu Fronda.pl

Rzeczpospolita.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.