Ostrowska (16.04.15)

 

Uniewinniona była posłanka SLD: Nie żal mi Kamińskiego. Niech teraz posiedzi kilka lat na ławie oskarżonych

Katarzyna Włodkowska, 11.04.2015
Małgorzata Ostrowska, kwiecień 2015Małgorzata Ostrowska, kwiecień 2015 (ŁUKASZ GŁOWALA)

Małgorzata Ostrowska o mało nie stała się pierwszą aresztowaną posłanką w historii polskiego Sejmu. Po prawie sześciu latach procesu okazało się, że jest niewinna. – I co z tego? Opinię i tak mam zszarganą, masa osób i tak będzie wypisywać na forach, że mam lepkie rączki – mówi w rozmowie z „Wyborczą”.
- Od kilku dni nie jem, nie śpię, jestem totalnie rozwalona – przyznaje Ostrowska. Jest marzec 2007 r., kilka dni po tym, jak na biurko Marka Jurka, marszałka Sejmu, trafił wniosek krakowskiej prokuratury o uchylenie jej immunitetu. Głosowanie ma się odbyć jeszcze zimą. Wydaje się, że wynik to formalność – aresztowania Ostrowskiej chcą śledczy tropiący mafię paliwową. Jak twierdzą, mają niezbite dowody, że była wiceminister skarbu przyjęła 155 tys. zł łapówki od Piotra K., zwanego w półświatku „królem Sztumu”. Publicznie oznajmił to na konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Piotr K. to szef gangu. Na przekrętach paliwowych wyłudził od skarbu państwa 218 mln zł. Ostrowska jest posłanką SLD z sąsiadującego ze Sztumem Malborka. Miała doradzać gangsterowi, jak zdobyć atrakcyjny teren należący do jednej z malborskich fabryk.

- Sugerowała, żeby Piotr K. nie stawał do przetargu na działkę – mówi Ryszard Tłuczkiewicz, zastępca prokuratora apelacyjnego w Krakowie. – Ziemię miał kupić Urząd Miasta w Malborku, a K. – za dużo tańszą kwotę i bez kłopotliwego postępowania – odkupić ją od urzędu.

Pośrednikiem w transakcji miał być Piotr M., były komendant malborskiej policji.

Ostrowska od razu zaprzecza oskarżeniom: – Nigdy nie brałam łapówek. To przestępcy obciążają mnie fałszywymi zeznaniami, żeby złagodzić swoje kary. A Prawu i Sprawiedliwości w to graj. Zatopią lewicę, uderzą w układ.

- A dowody?

- Jakie dowody?! Opis dwóch spotkań – jedno w moim biurze poselskim, drugie w domu. I to sprzed sześciu lat. Pierwsze zorganizował ten komendant M. Znaliśmy się, mój szwagier był jego zastępcą. Ten K. prosił, żeby mu pomóc w starostwie, które nałożyło na niego wysoką karę za szkody ekologiczne. Chyba ze dwa miliony złotych. Odmówiłam – zaznacza Ostrowska. – Na drugim spotkaniu komendant zabiegał o poparcie jego kariery. Chciał zostać komendantem wojewódzkim. Powiedziałam, że nie mogę mu pomóc. Cała moja wina polega na tym, że z nimi rozmawiałam.

- Sejm uchyli pani immunitet?

- Mam nadzieję, że po wysłuchaniu moich wyjaśnień, nie. Wszystko zależy od posłów koalicji [rządziły wówczas PiS, Liga Polskich Rodzin i Samoobrona]. Jeśli uznają, że zależy im na show, czyli pokazaniu, jak policja wyprowadza mnie w kajdankach, nic tego nie zmieni.

Minister Ziobro zapewnia publicznie: – Sprawy dotyczące osób publicznych, takich jak pani Ostrowska, badamy niezwykle wnikliwie.

Tylko mąż podszedł do sprawy po ludzku

Cofnijmy się o półtora roku. Jest październik 2005 r. Już wiadomo, że nie będzie koalicji PiS-PO. W Sejmie nerwówka. Przed hotelem poselskim tłum dziennikarzy czeka na Kazimierza Marcinkiewicza. Zamiast premiera elekta tanecznym krokiem wychodzi rozśpiewana Małgorzata Ostrowska.

- Chłopcy, dajcie trochę tej whisky! – woła do kolegów posłów siedzących w restauracji poselskiej. „Po kielichu” proponuje też dziennikarzom. Propozycję pokazuje TVN w głównym wydaniu „Faktów”. Ostrowska znika.

Kilka miesięcy później wraca – kierownictwo SLD chce, żeby w powołanej przez Sejm komisji śledczej do spraw banków i nadzoru bankowego była główną odpierającą ataki posła Artura Zawiszy (PiS). Posłanka znów bryluje w mediach.

W marcu 2007 r., już po wniosku o uchylenie immunitetu, na spotkanie wyznaczyła mi ekskluzywną restaurację gdańskiego hotelu Holiday Inn. Zastaję posłankę – jak zwykle w świetnym humorze – przy jajecznicy.

- Ach, ci dziennikarze, wszystko wychwycą, nawet jak człowiek wypije kieliszeczek – wspomina rok 2005. – Żeby dojść do toalety, musiałam przejść obok kamer. A że otwarta ze mnie babka, rzuciłam kilka dowcipów, coś tam zaśpiewałam. Bez przesady, była prawie północ…

- Koledzy z SLD próbowali pozbawić panią za te śpiewy stanowiska szefowej SLD na Pomorzu.

- Lekka przesada z ich strony. Tylko mąż podszedł do sprawy po ludzku. Gratulował dobrej kondycji i był dumny, że jak zwykle nie fałszuję.

„Małgorzata to fenomen”

Ostrowska, rocznik 1958, zawsze elegancka, kocie okulary i markowe ciuchy. Odpala vogue’a za vogiem.

- Gdyby nie ZHP, do którego zapisałam się w wieku 14 lat, pewnie bym do polityki nie trafiła – mówi. – Odkryłam tam w sobie talenty organizacyjne.

Nie należała do PZPR. Mocno zaangażowała się w budowę powstałej na gruzach nieboszczki Socjaldemokracji Rzeczpospolitej Polskiej. W 1991 r. nie weszła do Sejmu. Ta sztuka udała się dwa lata później. Ostrowska uczyła wtedy języka polskiego w malborskiej podstawówce.

Już w Sejmie zaprzyjaźniła się z Wiesławem Kaczmarkiem, ówczesnym szefem resortu przekształceń własnościowych. Jak niezmiennie powtarza – to jej polityczny tato. Przyjaźnią się i odwiedzają do dziś.

- Zawsze rozumieliśmy się w locie – zapewnia. – Dlatego Wiesiek w 2002 r. awansował mnie na wiceministra skarbu.

- Małgorzata to fenomen – twierdzi Kaczmarek. – Kobieta o humanistycznym wykształceniu stała się specjalistką od prywatyzacji. Wszystko dzięki systematycznej pracy w komisji sejmowej. Nie ukrywam, że wiele zrobiłem, by na lewicy stała się moim następcą.

„Nigdy nie uwierzę, że brała łapówki”

Kiedy Małgorzata Ostrowska pojawiła się w Ministerstwie Skarbu, jej kariera nabrała tempa. Nadzorowała m.in. giełdę i uzdrowiska. Brylowała w telewizji. Szybko jednak wpadła w tarapaty. W czerwcu 2002 r. poręczyła za Stanisława D., podejrzanego o wyłudzenie 700 tys. zł ze skarbu państwa.

- Zrobiłam to na prośbę wicestarosty malborskiego i wicewojewody pomorskiego – tłumaczy dziennikarzom. – Jestem mieszkanką Malborka i znam Stanisława D. Chodziło jedynie o gwarancję, że nie będzie utrudniał postępowania karnego.

Starosta i wojewoda zaprzeczają, żeby prosili wiceminister o wsparcie.

Ostrowska: – Bo to delikatna sprawa była. Wszyscy się od chłopa odwrócili, rodzina załamana, co miałam robić?

W 2003 r. premier Leszek Miller odwołuje Kaczmarka. Ostrowska lojalnie też podaje się do dymisji.

Dwa lata później wraca jednak „w ministry”. Tym razem na wiceszefa resortu gospodarki powołuje ją Jacek Piechota, kolega z ZHP.

- Zawsze przygotowana, merytoryczna, prawa i równa babka – tłumaczy Piechota. I dodaje, gdy prokuratura przedstawia jej w lutym 2007 r. zarzuty: – Nigdy nie uwierzę, że brała jakieś łapówki!

Gdy przychodzi do Piechoty, jest już baronową SLD na Pomorzu. Mówi się o niej „żelazna kadrowa”. „Wyborcza” wielokrotnie zarzucała jej upolitycznienie państwowego koncernu Energa, bo rozdawała posady partyjnym działaczom pozbawionym kwalifikacji.

„Dowody są bardzo mocne”

Wróćmy do marca 2007. Sejm głosuje odebranie Ostrowskiej immunitetu. Niewielu wie, że posłanka ma przy sobie spakowaną kosmetyczkę. Prokuratura chce nie tylko uchylenia immunitetu, ale też zgody na zatrzymanie i aresztowanie. Ostrowska byłaby pierwszą posłanką w historii polskiego parlamentu wyprowadzoną z budynku w kajdankach. Dzięki posłom PO, PSL, SLD i części Samoobrony Sejm zgody nie wyraża. Posłowie tłumaczą, że Ostrowską obciążają jedynie zeznania przestępców, a do transakcji przecież nie doszło.

- Immunitet posłanki SLD Małgorzaty Ostrowskiej nie został uchylony, mimo zupełnie ewidentnych dowodów popełnienia przestępstwa – stwierdza ówczesny premier Jarosław Kaczyński. – Oczywiście tę sprawę w sposób ostateczny musi rozstrzygnąć sąd, ale w tym wypadku akurat te dowody są bardzo mocne.

Donald Tusk, pytany o decyzję ws. niegłosowania PO nad uchyleniem immunitetu posłance, powiedział, że liczy na to, iż posłanka zrzeknie się immunitetu, ale ani on, ani jego klubowi koledzy nie chcieli uczestniczyć w politycznym spektaklu.

- PiS-owi dzisiaj nie chodzi o to, żeby sprawnie i szybko przeprowadzić śledztwo – stwierdził Tusk.

Ostrowska: – Jacek Kurski, wtedy poseł PiS, powiedział mi, że będę gwiazdą kampanii PiS w przedterminowych wyborach, które odbyły się w październiku 2007. Ostatecznie mi się upiekło, bo trafiła się Sawicka, którą zatrzymano 1 października, i nagranie wideo CBA, które ujawniono na finiszu kampanii.

„Ziobro musi mi coś obiecać”

Gdy Sejm nie godzi się na uchylenie Ostrowskiej immunitetu, minister Ziobro zwołuje w Krakowie konferencję prasową.

We wniosku prokuratury, który udostępniono dziennikarzom, można było przeczytać, że Ostrowską z „królem Sztumu” skontaktował były komendant policji w Malborku Piotr M. Spotkali się w biurze parlamentarzystki w Malborku. Wtedy to K. miał jej dać 5 tys. zł na „dofinansowanie biura”. Potem wręczył jeszcze Piotrowi M. pozostałe 150 tys. zł „na załatwienie sprawy”. Według prokuratury policjant przekazał Ostrowskiej 100 tys. zł podczas osobistej wizyty w jej mieszkaniu. Co stało się z pozostałymi 50 tys. zł? Śledczy nie wiedzą.

W sprawie pojawia się jeszcze Sławomir T. Miał towarzyszyć byłemu komendantowi z Malborka podczas wizyty u Ostrowskiej. Z ujawnionego przez Ziobrę wniosku wynika, że nie był jednak obecny przy samym wręczeniu pieniędzy. Zeznał, że Piotr M. odwiedził posłankę i zaniósł do jej mieszkania jakiś pakunek, zaś po wyjściu oświadczył, że „załatwia coś dla K. z udziałem Ostrowskiej”.

Na dowód korupcyjnych związków prokuratura przytacza też billingi połączeń telefonicznych, z których wynika, że w tym czasie szef malborskiej policji trzykrotnie dzwonił do posłanki SLD.

Prokuratorzy przyznali wtedy, że do samego zakupu gruntów przez Piotra K. nie doszło. Ziobro przyznał też, że nie ma dowodów, by posłanka podejmowała jakiekolwiek decyzje dotyczące obrotu paliwami.

- Ale są dowody na kontakty z osobą z mafii, która poprzez jej wpływy chciała uzyskać lepsze możliwości lokowania nielegalnych środków – mówił.

- By dowieść swojej niewinności, jestem skłonna zrzec się immunitetu, jeśli minister Ziobro zagwarantuje mi publicznie szybki, obiektywny proces bez telewizyjnych szopek – odpowiada mu Ostrowska. – Na tę w postaci tymczasowego aresztu się nie zgodzę. To też musi mi obiecać.

Ziobro niczego nie obiecuje, Ostrowska immunitetu się nie zrzeka, mimo że SLD wie, że oskarżenia partii nie służą.

„Poczekajmy na wyrok sądu”

W październiku odbywają się przedterminowe wybory parlamentarne, które wygrywa PO. Ostrowska ponownie startuje z listy SLD, ale nie dostaje się do Sejmu. Dzień po wygaśnięciu kadencji zakłada kremową garsonkę i jedzie do Krakowa, gdzie śledczy stawiają jej korupcyjne zarzuty. Nikt jej nie wzywał – Ostrowska sama skontaktowała się z prokuraturą i ustaliła termin stawiennictwa. Przesłuchanie trwa ponad cztery godziny.

- Przyjechałam, bo chciałam sprawę wyjaśnić do końca – mówi.

Do winy się nie przyznaje i tłumaczy, że ani M., ani K. nigdy nie składali jej korupcyjnych propozycji. Mieli ją prosić jedynie, by dowiedziała się w radzie miasta, jaka jest sytuacja prawna działki, którą chciał kupić K. Komendant policji miał argumentować, że z racji stanowiska jemu nie wypadało. Ostrowska – jak powiedziała – spełniła prośbę M.: dowiadywała się w radzie na temat działki i na tym – jak podkreśliła – jej rola w tej sprawie się skończyła.

Tadeusz Cymański, wtedy malborski poseł PiS, na moje pytanie o zarzuty dla Ostrowskiej odpowiedział: – Jestem zaskoczony, mam nadzieję, że te zarzuty się nie potwierdzą. Małgosia to żywa, komunikatywna i bezpośrednia kobieta o olbrzymim poselskim doświadczeniu – mówił i dodawał: – Nie śmiej się, dziadku, z czyjegoś wypadku – brzmi stare powiedzenie. Poczekajmy na wyrok sądu.

„Nikt nie chciał mnie zatrudnić”

Od momentu, gdy prokuratura oskarża ją o łapówkarstwo, a Sejm nie zgadza się na odebranie immunitetu, gwiazda Ostrowskiej gaśnie. Niebawem przestaje być szefową pomorskiego Sojuszu, telefon przestaje dzwonić.

- W szczytowym momencie miałam sześć aparatów – opowiada mi dziś. Spotykamy się w biurze Malborskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, któremu od stycznia prezesuje. W Malborku burmistrzem po ostatnich wyborach został człowiek SLD, a wcześniej stanowisko jego asystentki ds. kultury, imprez i promocji miasta objęła córka Ostrowskiej. – Potrzebowałam tylu, bo tak częste były połączenia. Jak gruchnęło, że według Ziobry biorę łapówki, szybko zaczął wystarczać tylko jeden. Koledzy i koleżanki posłowie do końca kadencji mówili mi „dzień dobry”, ale to było tylko takie kulturalne skwitowanie, że się kogoś widzi na korytarzu.

Gdy kończy się kadencja Sejmu, pomaga jej „ktoś wysoko postawiony na prawicy” – Małgorzata Ostrowska nie chce zdradzić szczegółów. Była posłanka dostaje etat w prywatnej firmie energetycznej. Ale po trzech miesiącach rezygnuje i koncentruje się na budowie z Piechotą Baltic Business Forum – międzynarodowego forum gospodarczego skupiającego ludzi biznesu i polityki z obszaru Europy Zachodniej, Środkowo-Wschodniej i Azji.

W październiku 2009 r. rozpoczyna się proces. W 2010 r. Ostrowska zostaje wybrana do sejmiku pomorskiego. W tych samych wyborach kandydowała także na urząd burmistrza Malborka, zajmując trzecie miejsce spośród czterech kandydatów.

- Wiedziałam, że nie wygram. Chodziło o wsparcie lewicy, o jej obecność w wyborach, a na mnie nadal ludzie chcieli głosować – tłumaczy.

W 2014 r. bez powodzenia kandyduje do Parlamentu Europejskiego i ponownie do sejmiku, ale SLD przepada.

- Nie licząc krótkiego epizodu w firmie energetycznej, od czasu wybuchu afery nie byłam na żadnym etacie – mówi i częstuje michałkiem. Wciąż pali vogue – rzuciła tylko raz, 16 lat temu po zawale. Bez papierosa wytrzymała dziewięć miesięcy. – Nikt nie chciał zatrudnić polityczki z zarzutami korupcyjnymi. Nie spałam, schudłam 35 kilogramów, teraz już wagowo trochę do siebie wróciłam, ale w najgorszym momencie ludzie się mnie pytali, czy nad grobem nie stoję. W Warszawie łatwiej o anonimowość, w Malborku huczało. Syn się nie przejmował, mąż wspierał, córka przeżywała najbardziej. Zresztą do dziś jej dokuczają w internecie.

Sąd: Nie ma żadnego dowodu

Pod koniec marca br. sąd ostatecznie oczyścił Ostrowską.

- Nie ma żadnego konkretnego dowodu, że oskarżona przyjęła propozycję korupcyjną – orzekł najpierw w grudniu 2013 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku, który przez ponad cztery lata procesu przesłuchał 218 świadków, a teraz tę opinię podtrzymał sąd apelacyjny.

Oprócz Ostrowskiej w gdańskim procesie związanym z tzw. aferą paliwową sądzonych było jeszcze pięć osób, w tym czterech byłych policjantów, którzy zdaniem prokuratury w zamian za łapówki mieli pomagać Piotrowi K. w ochronie prowadzonego przez niego nielegalnego procederu. Według prokuratury roztoczyli nad nim parasol ochronny – nie przeprowadzali kontroli transportów z nielegalnym paliwem albo też uprzedzali Piotra K. o kontrolach.

Sąd okręgowy uniewinnił trzech z nich, a sąd apelacyjny nakazał 26 marca br. powtórzenie procesu w tym zakresie. Mieczysława D. z sekcji prewencji policji w Malborku SO skazał na dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięć lat i 5 tys. zł grzywny, a Dariusza P., oskarżonego o korumpowanie w imieniu Piotra K. funkcjonariuszy policji, na karę czterech lat więzienia. Obie kary zostały teraz utrzymane w mocy, z tym że Dariuszowi P. sąd obniżył wyrok do trzech lat więzienia, z czego 17 miesięcy spędził już w areszcie.

„Kamiński? Niech sobie teraz posiedzi”

W 2007 r. „król Sztumu” został skazany na trzy lata więzienia za udział w nielegalnym obrocie paliwami, oszustwa podatkowe i spowodowanie strat skarbu państwa na co najmniej 218 mln zł. Wyrok był niski, bo mężczyzna przyznał się i obciążył wiele osób, w tym posłankę Ostrowską.

Piotr M., komendant powiatowy policji w Malborku, dobry znajomy posłanki, który miał być pośrednikiem w 2011 r., popełnił samobójstwo. Wcześniej, na pierwszej rozprawie, zaprzeczył wcześniejszym wyjaśnieniom, że pomagał w korumpowaniu Ostrowskiej. Przeprosił byłą posłankę i powiedział, że obciążył ją na skutek „psychicznych nacisków”, jakie mieli wywierać na niego w czasie postępowania prokuratorzy z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Tłumaczył, że dzięki takim zeznaniom szybciej opuścił areszt.

- Straciłam pozycję polityczną, zawodową, miałam kłopoty ze zdrowiem – podsumowuje Ostrowska. – Opinię będę mieć zszarganą już zawsze, bo po tylu latach masa osób i tak będzie wypisywać na forach, że „mam lepkie rączki”. Przetrwałam tylko dlatego, że mam wspaniałych przyjaciół i rodzinę. Polityka? Nigdy więcej. A po co? Dla kogo? Teraz jestem czynszownikiem i jest mi z tym dobrze. Jedyne, czego mi brakuje, to ukarania tych, którzy nadużywali władzy do politycznych celów. Dlatego nie żal mi Mariusza Kamińskiego [były szef CBA, skazany w pierwszej instancji na trzy lata więzienia za bezprawne działania podejmowane przez instytucję, którą kierował - red.]. Niech teraz posiedzi sobie kilka lat na ławie oskarżonych.

NAJPIĘKNIEJSZE POLSKIE MIASTA [RANKING]

trojmiasto.gazeta.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.