Austria

 

Kościół przeklina Marthę

Bartosz T. Wieliński,31.10.2014

Rok 2013, Bregencja, spotkanie buntowników z reformatorskiej Inicjatywy Proboszczów. W środku Martha Heizer

Rok 2013, Bregencja, spotkanie buntowników z reformatorskiej Inicjatywy Proboszczów. W środku Martha Heizer(FOT. DIETMAR STIPLOVSEK/APA/PAP)

Na słowo „Tyrol” w rzymskiej kurii na głowach dostojników włosy stają dęba

 

 

 

 

Martha Heizer już dogadała się z proboszczem. Na razie w swojej parafii w Absam, 20 km od Innsbrucku, nie będzie przystępować do komunii. Proboszczowi na tym zależało. Po co ludzie mają gadać, że toleruje kobietę, którą powinno się z Kościoła wyrzucić. Po co mają złorzeczyć? Wystarczy, że krzywo patrzą, gdy udziela komunii jej mężowi Gertowi i jeszcze pozwala, by śpiewał w chórze. – Poczekajmy, aż opadną emocje – zaproponował podczas rozmowy z Marthą.

 

W okolicy kościołów nie brakuje, choć w niedzielę, jak w całej Austrii, robią przygnębiające wrażenie. W ślicznych barokowych świątyniach, w których zmieściłyby się setki wiernych, modli się góra kilkadziesiąt osób. Gdy stoi przed ołtarzem, księża (z wieloma jest po imieniu) często głośno mówią: „Ciało Chrystusa dla ciebie, Martho”. Te słowa, słyszane przez cały kościół, to jedyna rzecz, jaką tyrolski kapłan może zrobić dla działaczki katolickiej, na którą biskup Innsbrucku nałożył klątwę.

 

- Gdyby mi rok temu ktoś powiedział, że dojdzie do ekskomuniki, tobym go wyśmiał – mówi Peter Nindler, dziennikarz „Tiroler Tageszeitung”, najważniejszej gazety w austriackim landzie Tyrol. W środowy wieczór 22 maja siedział nad tekstem o lokalnych problemach, gdy zadzwonił telefon. – Stało się! – usłyszał. Chwilę potem musiał zmieniać czołówkę. O Marcie Heizer i jej mężu zrobiło się głośno w całej Austrii i nie tylko.

 

Ze skrzynki pocztowej 67-letnia emerytowana wykładowczyni pedagogiki religijnej na Uniwersytecie w Innsbrucku wyciąga listy z przekleństwami. „Jesteście gorsi od pedofilów. Pedofile gwałcą dzieci, a wy wyciągacie ręce po świętość” – przeczytała ostatnio. Na celowniku katolickich ultrakonserwatystów jest od dawna. Kieruje liczącym prawie 14 tys. członków austriackim stowarzyszeniem Wir sind Kirche (Jesteśmy Kościołem). To największa w Europie organizacja głośno domagająca się reform w Kościele. Ale teraz walą w nią na całego. „Kościół powinien ostrzej walczyć z herezją” – czyta na forach internetowych. Ktoś napisał do niej po angielsku, że jest diabłem.

 

Trzaskając drzwiami

 

22 maja Heizerów wezwano do kurii w Innsbrucku. W sali czekał biskup Manfred Scheuer i dwoje kościelnych sędziów – mężczyzna i kobieta. Biskup, nie patrząc na nich, odczytał z kartki swój dekret. Za popełnienie czynu określonego w kanonie 1378 paragraf 2 kodeksu kanonicznego nałożył na nich ekskomunikę. To najsurowsza kościelna kara, oznacza wykluczenie z życia religijnego. Skazany nie może uczestniczyć w mszy świętej, przyjmować sakramentów, nie zostanie pochowany na kościelnym cmentarzu. Ekskomunika automatycznie spada np. na lekarzy, którzy dokonali aborcji.

 

 

Heizerowie dostali dziesięć dni na złożenie odwołania. Biskup – jak twierdzi Martha – był zdziwiony, gdy oświadczyli mu, że wyroku nie przyjmują, i wyszli, trzaskając drzwiami. – Pewnie myślał, że będziemy przerażeni. Że zaczniemy przepraszać. Nic z tego – mówi.

 

Kopie wyroku znaleźli w skrzynce pocztowej. Odesłali je biskupowi z listem, w którym prosili o rozmowę. Odpisał, że spotka się z nimi, jeśli wykażą skruchę i odbędą pokutę.

 

- W Austrii księży przyłapanych na pedofilii wyrzuca się z kapłaństwa, ale się ich nie ekskomunikuje. Czyli faktycznie jesteśmy od nich gorsi – mówi Gert Heizer. Siedzę w ich mieszkaniu, w wyłożonym drewnem salonie z wielkim oknem, za którym wznoszą się Alpy. Od progu widać, że przyszedłem do wierzących ludzi. Na klatce schodowej stoi drewniana figura Matki Boskiej. W mieszkaniu wisi kilka krzyży, przy drzwiach naczynie z wodą święconą. Odkąd biskup nałożył na nich klątwę, minęło już pięć miesięcy. Heizerowie ciągle są przygnębieni.

 

Gert przez 30 lat uczył w innsbruckim gimnazjum religii. Mówił uczniom wprost, co myśli o biskupach. Że w Kościele najważniejsi są ludzie, a nie hierarchia. Kuria doskonale wiedziała, że jest niepokorny. Ale przez lata nie spadł mu włos z głowy. Aż do teraz. Dlatego Gert co jakiś czas daje upust złości. – Kościelna mafia – mówi o hierarchach. Martha opowiada, że wszystko miało być inaczej. Spodziewała się, że będzie z biskupem Scheuerem dyskutować, że wspólnie poszukają recepty na problemy Kościoła. Jednak biskup, zanim odczytał wyrok, nie porozmawiał z nią ani razu. – Ostatnio w gazecie diecezjalnej przeczytałam, że jeśli nie będzie poprawy, sięgnie po surowsze środki. Mamy się spodziewać egzorcyzmów? – pyta.

 

Księża na wymarciu

 

10 września 2011 r. na okrągłym sosnowym stole Martha postawiła wazon z nagietkami. A także talerzyk z cieniutkimi kromeczkami chleba na zakwasie, który upiekła jej znajoma. I kieliszek białego wina. Stół stał się ołtarzem. Gdy zasiadły przy nim jeszcze dwie osoby i jej mąż, zaczęła odprawiać mszę. Zaintonowała „Panie, zmiłuj się nad nami”, Gert grał na gitarze. Śpiewali psalmy i kościelne pieśni. Po kwadransie wypowiedziała formułę przeistoczenia. Katolicy wierzą, że gdy ksiądz wymawia te słowa podczas mszy, znajdujące się na ołtarzu chleb i wino za pośrednictwem Ducha Świętego zamieniają się w ciało Chrystusa. Martha i Gert są przekonani, że to samo stało się w ich mieszkaniu. Biskup nie dowiedziałby się o tym, gdyby wszystkiego nie sfilmowała ekipa telewizji ORF. – W tym gronie msze odprawiamy od dłuższego czasu – mówiła do kamery Martha.

 

- Musieliście wiedzieć, że tak się to skończy – mówię. – Jezus też wiedział, że czeka go krzyż – odpowiada Gert. Martha go hamuje.

 

Tłumaczy, że miała prawo odprawić nabożeństwo. Św. Piotr w pierwszym liście apostolskim pisał: „stańcie się wy również świętymi na wzór Świętego, który was powołał, gdyż jest napisane: Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”.

 

A ujawniła to publicznie, by zwrócić uwagę na problemy, z jakimi boryka się Kościół w Austrii. To, że świątynie są pustawe, nie jest wcale najgorsze. Większość austriackich duchownych jest po sześćdziesiątce. Rocznie wyświęca się ledwie 30 nowych księży. W sześciotysięcznym Absam proboszcz nie ma ani jednego wikarego. Austriacka prasa pisze bez ogródek: ksiądz to zawód na wymarciu.

 

Niemieckojęzyczni teolodzy domagają się reform: Nie chcą celibatu księży

 

 

Radość zamiast piekła

 

Biskupi łączą parafie. Księża ciągle są w drodze z jednego kościoła do drugiego. Nie mają czasu na rozmowę z wiernymi. – Niby są, ale ich nie ma – mówi Martha. Nie tylko wierni cierpią. Księża nie radzą sobie ze stresem, wypalają się.

 

W niektórych kościołach księży wyręczają wierni, ale wolno im prowadzić jedynie liturgię słowa i wygłosić kazanie, czyli odprawić tylko część mszy.

 

Są też księża z zagranicy, najczęściej z Polski. Zwykle się nie sprawdzają. Działacz Wir sind Kirche w Karyntii opowiada, że jego polski proboszcz w kazaniach tylko straszy piekłem, a ludzie chcieliby poczuć radość płynącą z Ewangelii. Gdy sugerował mu, by zabrał głos w sprawie artykułów o księżach przyłapanych na pedofilii, polski ksiądz odparł, że takie teksty to dzieło szatana. A potem odmówił mu komunii, bo dowiedział się, że jest w Wir sind Kirche. Zmienił zdanie dopiero po interwencji biskupa. Kościół opustoszał, ale proboszcz jest dumny, że zostali przy nim najwierniejsi.

<podzial_strony data-blogger-escaped-style=”-webkit-font-smoothing: antialiased;”>

- Można temu przeciwdziałać. Gdyby świeccy mogli odprawiać mszę, nie trzeba by ściągać obcych księży z daleka. Ciężko chorzy nie musieliby czekać na księdza z ostatnim namaszczeniem. Kościół, jeśli chce przetrwać, musi się na nas otworzyć – mówi Martha.

 

Kilka lat temu znany austriacki teolog prof. Paul Zulehner proponował, by wobec braku księży na kapłanów wyświęcać żonatych mężczyzn, którzy lokalnym Kościołem opiekowaliby się społecznie. Chciał rozpocząć pilotażowy projekt pod Wiedniem. Prosił kardynała Christopha Schönborna, by załatwił zgodę Benedykta XVI. – Na takie pomysły jest za wcześnie – powiedział teologowi. Zulehner przyjął to do wiadomości. Martha Heizer nie.

 

- To, co zrobiła Martha, nie pomoże Kościołowi i nie przyspieszy reform. Raczej da amunicję konserwatywnemu betonowi, by Kościół zatrzymać w miejscu – mówi prof. Józef Niewiadomski, pochodzący z Polski dogmatyk, były dziekan wydziału teologicznego w Innsbrucku. Marthę pamięta, gdy pracowała na wydziale. – Charyzmatyczna, ale uparta. Ze zdaniem inaczej myślących się nie liczyła – mówi. Martha bardziej mu przypomina przywódczynie ewangelickich wolnych Kościołów niż katolickie działaczki.

 

Ona nie odpuszcza

 

- Ona nie jest wariatką. W Tyrolu jest legendą – mówi Peter Nindler. Uczyła się u prof. Herlinde Pissarek-Hudelist, pierwszej kobiety, która na teologii w Innsbrucku obroniła doktorat, a później została dziekanem. Już w latach 60. domagała się, by mężczyźni dopuścili w Kościele kobiety do głosu i by Kościół uczył o równouprawnieniu płci. Ale nie była rebeliantką, słowa biskupów traktowała jak świętość. Jej wychowanka Martha Heizer początkowo też. W latach 80. zakładała w swoim miasteczku partię Zielonych. Odeszła, bo nie godziła się z tym, że partia popiera aborcję.

 

W 1995 r. austriackim Kościołem wstrząsnęła afera kardynała Hansa Hermanna Groëra. Ówczesnego arcybiskupa Wiednia oskarżono o to, że w czasach, gdy był nauczycielem religii, wykorzystywał seksualnie uczniów. Kardynał milczał, wielu duchownych i polityków żarliwie stawało w jego obronie. Watykan próbował sprawę wyciszyć i oficjalnie z powodu wieku odwołał kardynała z diecezji. Groër zaszył się w klasztorze, oskarżeń do końca nie wyjaśniono.

 

W Kościele jednak wrzało, ludzie zaczęli masowo z niego występować. Martha postanowiła go ratować.

 

Domagała się, by zasypać rów między księżmi a wiernymi. By lokalny Kościół miał prawo współdecydować o tym, kto zostanie jego biskupem. By księża nie musieli żyć w celibacie. By Kościół złagodził stanowisko w sprawie seksualności, antykoncepcji, rozwodów, homoseksualistów. By do kapłaństwa dopuszczono kobiety. W niespełna 9-milionowym kraju w ciągu kilkunastu dni zebrano pół miliona podpisów za reformą Kościoła. Biskupi zdecydowali się dyskutować z wiernymi, byli nawet tacy, którzy publicznie mówili, że mogą sobie wyobrazić kobiety kapłanki i zniesienie celibatu.

 

Nindler twierdzi, że właśnie dlatego wielu urzędnikom rzymskiej kurii na słowo „Tyrol” włosy stają dęba. To konserwatywny, pobożny land. A mimo to w połowie lat 90. rozpoczęła się tam kościelna rebelia.

 

Postulaty reform biskupi przekazali Janowi Pawłowi II. I na tym się skończyło. Za rządów Benedykta XVI w austriackim Kościele przestawiono wajchę. Biskupów o liberalnych poglądach zaczęli zastępować konserwatyści.

 

W 2006 r. o Marcie znowu zrobiło się głośno. Podpisała się pod apelem przeciwko beatyfikacji Jana Pawła II. – Był zbyt autorytarny, marginalizował wiernych i teologów, nie chciał dyskutować o roli kobiety w Kościele – argumentowała.

 

- Ona nie potrafi odpuszczać. 30 lat temu w kościele w Absam dzieliła hostię na pół. Część brała dla siebie, część dawała córce. Proboszcz prosił, by tego nie robiła, bo gorszy ludzi. Martha go zignorowała – opowiada Niewiadomski. Gdy zagroził, że skarci ją z ambony, ostentacyjnie zaczęła chodzić na msze do innej parafii. Wróciła, gdy przeszedł na emeryturę. – Uważa, że rację ma tylko ona – mówi prof. Niewiadomski.

 

Wir sind Kirche stoi za nią murem. W głosowaniu nad wotum zaufania poparło ją 70 proc. członków stowarzyszenia.

 

Papież Benedykt XVI krytykował ruch austriackich księży: Czarne chmury nad reformatorami

 

 

Dostosujesz się albo wylatujesz

 

„Heizer przekroczyła czerwoną linię, co przy całym miłosierdziu Kościoła nie mogło pozostać bez konsekwencji. Nawet za pontyfikatu papieża Franciszka Kościół pozostaje taki, jaki zawsze był. Katolicki” – pisał po ogłoszeniu ekskomuniki konserwatywny dziennik „Die Presse”. Komentator jego liberalnego odpowiednika „Der Standard” twierdził, że „nie może pojąć”, jak mogło dojść do ekskomuniki. Przecież Martha to głęboko wierząca katoliczka zrośnięta z Kościołem.

 

Podzielone jest też Absam. – Klientki nieustannie mówią o tym, że ją wyklęto – mówi mi fryzjerka Marthy. A co ona sama myśli? O sprawach Kościoła z obcymi woli nie dyskutować.

 

- W kościele, jak w każdej instytucji, są reguły. Albo się do nich stosujesz, albo wylatujesz – twierdzi starsza pani na przystanku przy kościele. – Martha ma odwagę – mówi kobieta, którą zaczepiam pod ratuszem. – Od czegoś zmiany w Kościele trzeba zacząć. W okolicy słyszę też, że wszystko zrobiła dla PR-u. Bo o Wir sind Kirche zrobiło się bardzo cicho. To zaprosiła telewizję i wywołała skandal.

 

O sprawę Marthy chciałem zapytać też Arno Guggenbichlera, burmistrza Absam. – Gmina ma do tej sprawy zupełnie neutralny stosunek – odpowiedziała mi jego sekretarka. – Burmistrz nie ma czasu na rozmowę.

 

Ksiądz Martin Ferner, proboszcz z Absam, też nie chce rozmawiać. – Zbyt świeża sprawa – mówi przez telefon. Na tablicy ogłoszeń w barokowym kościele pod wezwaniem św. Michała Archanioła też nie ma śladu, że dwóch parafian zostało wyklętych.

<podzial_strony data-blogger-escaped-style=”-webkit-font-smoothing: antialiased;”>

Heizerowie mówią, że tylko jeden ksiądz w diecezji otwarcie trzyma ich stronę, a nawet mówi, że są jak prorocy. Większość milczy jak Ferner. Jedni dają im komunię, ale są też tacy, którzy atakują ich w swoich gazetkach parafialnych. To Heizerów jednak nie wzrusza. Boli natomiast to, że tak ostro występują przeciwko nim dawni koledzy z wydziału teologicznego. – Z niektórymi byliśmy naprawdę blisko – mówi Martha.

 

Prof. Niewiadomski jej żali nie rozumie. Gdy wykładała, nie była skłonna do współpracy. A naukowcy, nawet jeśli ją lubili, nie mogli zareagować inaczej. – Z teologicznego punktu widzenia tego, co zrobiła Martha Heizer, nie da się obronić. W Kościele katolickim Eucharystię odprawia kapłan, i koniec. Ona chciałaby zaś, by mszę mógł odprawiać każdy – mówi profesor.

 

- Biskupi i profesorowie przymykają oczy na to, co się dzieje w parafiach – odpowiada Martha Heizer. W Austrii od dawna wiadomo, że gdy w szpitalu nie ma kapelana, umierającym ostatniego namaszczenia udzielają pielęgniarki. Świętym olejem. Zgodnie z prawem kanonicznym powinno się je ekskomunikować. Ale hierarchowie patrzą na to przez palce. Pewnie czują ulgę, że ktoś wyręcza księży. – Czemu tego nie zalegalizować? – pyta Martha.

 

Na wielu księży, gdyby kurczowo trzymać się kanonów, trzeba by nałożyć suspensę. Bo dają komunię rozwodnikom i błogosławią ich nowe związki. – Gdybyśmy byli cicho, nic złego by nas nie spotkało – mówi Heizer.

 

Parafianie wybrali geja do swojej rady. Ksiądz z Polski się na to nie zgodził: Polski proboszcz wstrząsnął Austrią

 

 

Średniowiecze

 

- Biskup nie chciał ekskomuniki – mówi Nindler. W konserwatywnym episkopacie uchodzi za liberała. W 2007 r. doprowadził do beatyfikacji Franza Jägerstättera, który odmówił służby w Wehrmachcie, uznając ją za grzech, i został za to zgilotynowany. W Tyrolu, gdzie przy każdym kościółku stoi pomnik poświęcony parafianom poległym na frontach, a nazistowska przeszłość nie była przez lata rozliczana, taki krok wymagał sporej odwagi. Gdy w 2011 r. Scheuer zobaczył w telewizji, jak Heizerowie odprawiają mszę, miał nadzieję, że sprawa przyschnie. Ale zgodnie z prawem kanonicznym musiał powiadomić Rzym. Akta Marthy Heizer powędrowały do Kongregacji Nauki Wiary, czyli do dawnego Świętego Oficjum. Przez rok w sprawie niepokornej działaczki z Absam nic się nie działo. Ale w 2012 r. kuria nakazała przeprowadzić kościelny proces. Scheuer nie miał wyboru. Gdyby odmówił, austriacka konserwa by go zagryzła. A rzymscy kurialiści wpisali na listę do odstrzału.

 

Heizerów wezwano więc przed oblicze sądu biskupiego. Pytano, czy znają inne osoby, które też samowolnie odprawiają mszę. Gdy potwierdzili, sędzia domagał się nazwisk.

 

- To było średniowiecze – mówi o procesie Heizerów ks. Helmut Schüller, przywódca Inicjatywy Proboszczów. To potężny ruch austriackich księży (należy do niego co piąty kapłan), który domaga się podobnych reform jak Wir sind Kirche. W 2011 r., kilka tygodni przed mszą w domu Marthy, wystosował „wezwanie do nieposłuszeństwa”. Księża zapowiedzieli, że będą udzielać komunii rozwodnikom. W wiedeńskiej kurii urywały się telefony. Dzwonili hierarchowie z całej Europy, by Schüllera natychmiast ekskomunikować. Jednak księdzu, poza odebraniem tytułu „monsignore”, włos z głowy nie spadł. – Ekskomunika nie jest sposobem na dyskusję o problemach. To oburza ludzi. Obawiam się, że po tym, jak potraktowano panią Heizer, znowu zwiększy się liczba opuszczających Kościół – mówi. W zeszłym roku było ich 54 tys., o 2 tys. więcej niż rok wcześniej.

 

- To, co zrobiła Martha Heizer, wynika z desperacji i troski. Dlaczego Kościół nie miałby sięgnąć po „viri probati” – mówi ksiądz Schüller. To tzw. sprawdzeni mężowie, prowadzący przykładne życie, którym Kościół powierza funkcję diakonów. – Nie tylko w Europie słychać głosy, że należy dać im więcej uprawnień, pozwolić odprawiać mszę, gdy na miejscu nie ma księży – mówi ks. Schüller.

 

Czy papież zdejmie ekskomunikę nałożoną na Heizerów? Prof. Niewiadomski uważa, że nie ma potrzeby, by sprawą zajmował się Watykan: – Ten spór łatwo zakończyć. Wystarczy, że Martha uzna, że popełniła błąd. Wówczas ekskomunika zostanie zdjęta.

 

- Niedoczekanie – mówi Martha.

 

A poza tym w Magazynie Świątecznym

Nie będzie nieba ani piekła. Będzie tylko sieć

Wkrótce życie pozagrobowe zorganizujemy sobie sami. I gorzko tego pożałujemy

 

Zupa z Auschwitz. Życie z cudzym smutkiem

Gdy byłem dzieckiem, myślałem, że każdy człowiek, prędzej czy później, pójdzie do obozu. Że przyjdzie pora i na mnie. Że będę musiał pojechać do Auschwitz albo siedzieć w jakiejś piwnicy jak mój tata – rozmowa z Mikołajem Grynbergiem

 

Znaczki, moje olśnienie. Portret filatelisty z czasów młodości

Obrazy polskich malarzy, francuskie zamki, włoskie krajobrazy – dzięki znaczkom pocztowym miałem cały świat w zasięgu ręki

 

Wynagrodzona przez życie

Nie wiem, czy to już można nazwać wiarą w życie pozagrobowe, ale nie mogę sobie wyobrazić, żeby ta ilość energii, która uchodzi z człowieka, znikała. To by było straszne marnotrawstwo. Rozmowa z Julią Hartwig

 

Imperium nie wybacza

Bezlitosny i dla biednych, i dla bogatych, i dla bardzo bogatych. We współczesnym futbolu panują tylko obrzydliwie bogaci

 

Odeszli 2014

Ludzie kultury, nauki i mediów. Sportowcy, społecznicy i politycy. Znani wszystkim lub tylko nielicznym. Zmarli, a jednak żywi, bo wracają do nas we wspomnieniach

 

 

Wyborcza.pl/magazyn

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.