Tfu, tfu: PiS – Solidarna Polska


W Polsce wyizolowały się dwa zbiory ludzi. Nie wiem, jak ich nazwać. „Polakami”? Czy aPolakami? Czy jeszcze inaczej.

Z grubsza można te dwa zbiory nazwać: lud smoleński i lud radiomaryjny.

Nie są to zbiory tożsame, duże części mają wspólne, ale całkiem sporą część – osobną.

Można było to zauważyć, gdy się policzyli. Lud smoleński policzył się w 2. rocznicę katastrofy smoleńskiej. A lud radiomaryjny – w marszu „obrony” TV Trwam.

O tę osobność odbyła się walka w Parlamencie Europejskim, gdy PiS zgłosił wniosek o umiędzynarodowienie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Wniosek nie miał żadnych szans przejść. Lecz nie o to chodzi. Ten wniosek jest obliczony na użytek wewnętrzny – polski. Wniosek PiS nie został poparty przez Solidarną Polskę Ziobry, który Smoleńsk uczynił polem walki z Kaczyńskim.

Wcześniej Ziobro przecież zasygnalizował, że w przyszłym rządzie koalicji PiS – Solidarna Polska (tfu, tfu – spluwam przez lewe ramię) nie widzi miejsca dla ministra Macierewicza.

Czarnecki nic nie panimaju


Ryszard Czarnecki nic nie pojmuje. Bo skąd?

Donosi na Ziobrę, że w PE inaczej głosował on i Jacek Kurski w sprawie wniosku umiędzynarodowienia katastrofy smoleńskiej.

Ten Czarnecki to prawdziwy gniot z wyglądu i umysłu.

Proste myśli powinno wbijać mu się do łepetyny młotkiem. Ziobro powiedział na temat „sojuszu” Solidarna Polska-PiS, gdy już dojdą do władzy (co samo w sobie jest śmieszne), że nie zgadza się na ministra Macierewicza.

Teraz powinno nastąpić uderzenie młotkiem w łepetynę głupiego Jaśka Czarneckiego.

Ta myśl, Jasiu, znaczy, że Ziobro dystansuje się od paranoi w sprawie Smoleńska, jaką serwuje Macierewicz.

Panimajesz, Jasiu Czarnecki?

I bach go młotkiem w głowę, aby panimał.

Kit z pomnikiem Kaczyńskiego

PiS nie spocznie, aż nie wciśnie Polakom kitu, jakim jest pomnik Lecha Kaczyńskiego.
Następną lokalizację znaleźli. Radom. A szefem komitetu pomnikowego jest Marek Suski.
Jeszcze jeden polityczny eunuch z gangu PiS, który łupi Polaków z podatków.
Pomnik ma stanąć za rok, na 3. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Mam nadzieję, że do tego czasu wiele spraw się wyjaśni, odkłamana będzie w tym elektoracie „prawda” o „poległym” prezydencie, a Jarosława K. nie będzie wśród polityków (co napisawszy, nie za bardzo wierzę – ta skamielina jest trwała).

Wojna Macierewicza


Aż muszę te jaja odnotować.


Dotyczą wojny wypowiedzianej Rosji.

Wyobraźmy sobie: Rosja ruszyła, wychodzi przed czołg Polak i mówi (a w maszynie huk):

- To nie Kaczyński wypowiedział wojnę, to Macierewicz. Wojna jest nieważna! (w tej chwili, albo trzy chwile później zostaje zabity pociskami czołgowymi).

Kto jest chory?

Wojna, czy wypowiedzenie wojny?

To prezentuje Macierewicz i Kaczyński. Inną część mowy, czy inny język?

Na pewno nie język polski.

Zbuki pisowskie


Ale jaja.

„Gazeta Wyborcza” to, co działo się pod Wawelem, w czasie wizyty Jarosława Kaczyńskiego u zmarłego brata, nazywa horrorem i scenami dantejskimi.

To zwykły protest ludzi (150 osób) przeciw zawłaszczaniu wspólnoty polskiej przez Kaczyńskiego (3 tys. zwolenników).

Pokrzyczeli do Kaczyńskiego: – Zabierz brata ze sobą do Warszawy.

Niestety, mleko się rozlało.

Wyzwiska były wzajemne: od hołoty poprzez oszołomów do wariatów.

Piszę: ale jaja.

Bo to żadne sceny dantejskie, żaden horror. On dopiero nadejdzie.

Środowisko Kaczyńskiego nie odpuści, ono dąży do konfrontacji.

Myli się ten, kto sądzi, że w takiej konfrontacji wygrywają ci, którzy mają większość.

Wygrywa determinacja. Wszelkie rewolucje wygrywają kadry, a Kaczyńskiego środowisko je wykształciło.

Takie jaja. Zbuki pisowskie.

Nie warto być takim Polakiem, jak Kaczyński


Pod Wawelem na widok Jarosława Kaczyńskiego krzyczeli: „Nasz prezydent! Nasz prezydent!!”

Albo pomylili go z Lechem Kaczyńskim i zobaczyli zjawę. A jest Jarosław politycznym zombie, każdy rozsądny to miano mu przyzna.

Albo w Krakowie pomylili miejscowości i do królewskiego miasta zjechało za dużo z Podkarpackiego, regionu, gdzie Kaczyński może uchodzić za prezydenta. Wówczas stolicą urzędującego J. K. byłby Rzeszów.

W Polsce zdecydowana większość nie może patrzyć na facjatę prezesa PiS.

Aha! Kaczyński otworzył wystawę plenerową: „Warto być Polakiem!”

Otóż nie zgadzam się. Nie chcę być taki, jak Kaczyński i wypisałem go z mojej polskości.

Michnik, Kaczyński i agentura


Adam Michnik jak zwykle w celnych swoich felietonach zastanawia się nad kondycją polskiej polityki. A że teraz wszyscy zajmujemy się Kaczyńskim i jego słowami (co autor miał na myśli), naczelny „Wyborczej” też poszedł tym tropem.

Opowiada, że jeden z brytyjskich komentatorów pytał go (z sarkastyczną angielską flegmą), czy Kaczyński nie jest agentem służb specjalnych, a przynajmniej agentem wpływu.

Michnik odparł, iż to tylko uparciuch (grzecznie, prawda?), który jest przywiązany do własnych fantazji.

Nie będę nazywał tego dosadnie, jaka to jednostka chorobowa. Bo po co? Wszyscy jej nazwę znamy.

Pointa Michnika jest celna (bingo!): „Nie, Kaczyński nie jest agentem. Nigdzie na świecie nie ma agentury która by Polskę ośmieszała równie skutecznie”.

Nie trzeba do tego niczego dodawać.

Na garnuszku elektoratu


Sejm odrzucił projekt Ruchu Palikota, aby odpisywać 1% od podatku PIT na partie polityczne. Byłoby to sensowne rozwiązanie. Partie nie miałyby stałej subwencji z budżetu państwa w trakcie całej kadencji.

Zastanawiać powinna postawa PO, która na początku swojego istnienia deklarowało w ogóle nie finansowania partii ze środków budżetowych.

W tym pomyśle Palikota jest pewne światełko. Mianowicie za projektem ustawy byli wszyscy z Ruchu, to jednak aż 185 posłów wstrzymało się od głosu.

Jeżeli zsumujemy „za” (49) projektem ze wstrzymującymi, to otrzymamy 234 głosy, które mogłyby być za tym, aby politycznych nierobów nie utrzymywało państwo, tylko ich zwolennicy. Przeciw temu projektowi było tylko 199.

W tej kwestii jest szansa w przyszłości, by politycy byli na garnuszku elektoratu. Byłoby więcej myślenia o programach politycznych, a mniej poruty publicznej.

Taniec z trumnami


Michał Kabaciński, poseł Ruchu Palikota, twierdzi, że „katastrofa to nie taniec nad trumnami”.

Posunę się dalej i zwątpię. Wszak wątpisz (myślisz), więc jesteś.

A może jednak jest to taniec z trumnami, albo nad trumnami.

Wyjście widzę następujące. Dać TV Trwam tę upragnioną koncesję na nadawanie na multipleksie cyfrowym. Wszakże pod jednym warunkiem. O. Rydzyk zobowiąże się do realizacji programu bardzo religijnego i z misją chrześcijańską: „Taniec z trumnami”.

Zobaczyć parę Kaczyński i Sobecka w dostojnym tańcu pod Chopina „Marsza żałobnego”, bezcenne.

Nie wiem tylko, kto robiłby za trumnę.